![]() |
Dzień pierwszy (część pierwsza)...
16 Załącznik(ów)
Hinduskie pociągi to temat na osobną opowieść, której bez wódki ruszyć się nie da...
Przybywamy do Jaisalmer rano... Pociągiem... W sumie jechaliśmy pól dnia i całą noc z Agry (to tam, gdzie Taj Mahal stoi) z przesiadkami w Jaipur i Ajmer... Od razu rzuca się na nas tłum naganiaczy proponujących a to wielbłądzie safari na pustyni, a to hotel... Wszystko w kosmicznych (choć i tak niewysokich) cenach... Nauczeni doświadczeniem ignorujemy ich... Przed dworcem druga fala... Tym razem taksówkarze i tuk-tukowcy... Wrzeszczą, że do miasta jest potwornie daleko i na nogach dojść jest niemożliwością... Podejmujemy wyzwanie... Zaraz za przeddworcowym placykiem skręcamy w prawo i trafiamy na chodnik... Coś niespotykanego w Indiach... I to taki na wypasie niemalże, oddzielony od jezdni pasem "zieleni"... To strefa ochronna sprawiająca, że jesteśmy poza zasięgiem wzroku przejeżdżających tuk-tukarzy... Po niecałych 10 minutach dochodzimy do miasta... Obieramy azymut na widoczny fort i kluczymy po uliczkach... Po chwili jesteśmy na ni to placu, ni to targowisku, ni to skrzyżowaniu pod murami... Dostrzegam transparent "rent a bike" i mówię Szynszyli abyśmy tam weszli... Sklepik z jakimiś szmatami, chustami, szalami, dywanami i podobnymi pierdlami... W środku siedzi postawny Hindus rozparty jak sexowny basza... - Hello! I'm Al Pacino! - mówi z uśmiechem na nasz widok... - Hello! I'm James Bond. - odpowiadam... - I'm Marylin Monroe. - dodaje Szynszyla... Hindusa na chwilę zatkało... Nie sądził pewnie, że tak szybko złapiemy jego humor i wejdziemy na tą samą płaszczyznę percepcji... Gadka o niczym pełna śmiechu... Wszyscy wkręcamy się w klimat coraz bardziej... Szynszyla konwersuje chodząc dookoła i oglądając towary... Ja wodzę za nią wzrokiem... Al mówi, że nie muszę, bo tu jest bezpiecznie, na co mu odpowiadam, że owszem, bezpiecznie dla Szynszyli, ale nie dla mojego portfela... I taka przekomarzanka cały czas... W końcu wskazuję mu motocykle stojące przed sklepikiem i pytam o cennik wynajmu... 800 rupii (ok 40PLN) za Hero Honda Adventure 150ccm (trochę przypominające transalpa) i 1000 rupii (ok 50 PLN) za Royal Enfielda 350ccm... Mówię Alowi, że chcielibyśmy wynająć jutro, ale jeszcze pewności nam brak... Al odpowiada, że jak się zdecydujemy to abyśmy przyszli wieczorem to dogadamy szczegóły, wypijemy herbatę, pooglądamy mapę, a on powie nam gdzie warto jechać... Żadnego naciskania, wszystko jak między kumplami... Takie to nie-hinduskie... Zbieramy się z Szynszylą i wkraczamy do fortu... Wrażenie niesamowite... Póki co nie mamy głowy aby podziwiać - musimy znaleźć nocleg i rzucić plecaki... Zagłębiamy się w wąskie uliczki... Trafiamy jakiś ciekawy hotel - niestety miejsc brak... Idziemy dalej, trafiamy na następny... Siddartha... Jak się później dowiedzieliśmy, to jedno z imion Buddy... Właściciel prowadzi nas do pokoju... Ten jest ogromny... 700 rupii (ok 35PLN)... Ekstremalnie tani... Głos rozsądku zwycięża i pytamy, czy nie ma mniejszego, gdyż my pod dachem to tylko noce spędzamy i przestrzeni w murach nie potrzebujemy... Właściciel prowadzi nas do mniejszego... Ten jest OK... Pada cena 500 rupii (ok 25PLN) - tak tani, że aż przechodzi chęć do targowania... Wyciągam portfel chcąc płacić... - Don't worry. Relax. Take a rest. - słyszę od właściciela... Ten zostawia klucz i znika nie biorąc kasy... Takie to nie-hinduskie... Załącznik 51456 Załącznik 51457 Zrzucamy graty, szybki prysznic i idziemy zwiedzać fort oraz miasto... Szynszyla zakłada sukienkę... Pierwszy raz podczas tego wyjazdu... Wszystko układa się pozytywnie... Na dole właściciel mówi, że ma też knajpkę niedaleko, zlokalizowaną na dachu... Prowadzi nas - blisko, raptem kilka kroków i ze trzy zakręty... Siadamy na matach na ziemi przy niskim stoliczku... W menu jest rozdział "dania lokalne z Radziastanu" i wybieramy coś na chybił-trafił... Kurcze, lepszego żarcia w Indiach nie jadłem... Po posiłku kilka fotek z wysokości i ruszamy w dalszą drogę... Załącznik 51471 Załącznik 51458 Załącznik 51459 Jaisalmer to fort na wzgórzu i otaczające go poniżej miasto... Fort ma niemalże tysiąc lat i niemalże setkę wąskich uliczek, a na każdej z nich dziesiątki sklepików... Mury mają nieco ponad 5km długości i w ich obrębie stale mieszka ok 3 tys. osób... I tyleżsamo krów... Krowy wiedzą, że są "święte", co bywa nieprzyjemne w wąskich uliczkach... Po prostu bodą jak im się z drogi nie zejdzie... Taka lokalna delikatna odmiana hiszpańskiej encierros w Pampelunie... Załącznik 51460 Wśród sklepików jest kilka lokalnych agencji turystycznych, które organizują safari na wielbłądach z noclegiem na pustyni... Brzmi kusząco i z Szynszylą musimy wybrać: wielbłądy, czy motocykl... Mi zapala się czerwona lampka, gdyż w Azji powinny być baktriany (wielbłądy dwugarbne), a na wszystkich zdjęciach widać kamele (jednogarbne)... Na czymś takim jechałem w Afryce i świetne jest to przez pierwsze półtorej minuty, potem nudzące, a na koniec nużące... Szynszyla nie ma takich doświadczeń, więc dla niej wybór jest trudniejszy... Snujemy się dalej... Wszystkie budynki są z piaskowca, ozdobione, jakby były zrobione z kamiennej koronki... Wiele z nich ma przy drzwiach namalowany wizerunek Ganeshy... To wcielenie Kriszny w postaci człowieka z głową słonia, przynoszące szczęście... Załącznik 51461 Załącznik 51462 Załącznik 51463 Załącznik 51464 Załącznik 51465 Załącznik 51466 Załącznik 51467 Załącznik 51468 Załącznik 51469 Załącznik 51470 I tak tu właśnie jest - szczęśliwie, nie-hindusko... C.D.N. |
Czekam na dalszą część relacji, bo aż mnie korci żeby zapytać czy odwiedziliście Bhang Shop przy wejściu do fortu z podtuningowanym lassi i ciasteczkami :p
|
Nie hindusko.Znaczek nad wejściem do hotelu o tym znaczy.:)
|
Cytat:
|
Jest to też symbol pomyślności czy coś takiego. Można spotkać w Tatrach np. wyrytego w kamieniu - przed XX wiekiem, kiedy to zauzurpował go sobie pewien malarz-tapeciarz..
|
Piękne te tkaniny!
:) |
oj rozbudziłeś fantazję i smak na dłuższe wakacje. Ciekawym dalszej części (zrezygnuj z wielokropków ;))
|
Dzień pierwszy (część druga)...
18 Załącznik(ów)
Wychodzimy poza obręb murów... Nie mamy obranego kierunku... Po prostu idziemy tam gdzie dostrzeżemy coś ciekawego, interesującego, gdzie nam podpowiada intuicja... Wszystko wokół ciekawe i interesujące... Tu już jest tłoczniej, ale i ulice nieco szersze... Życie nieco przyśpieszyło... W końcu to już nie fort, ale miasto... Lecz i tak jest spokojniej niż w każdym innym hinduskim mieście...
Otaczająca nas architektura jest wyjątkowa... Budynki, zwane haveli, są równie złote jak fort... Niektóre niemalże tak samo stare... Wzniesione dawno temu przez bogatych kupców, którym w forcie było za ciasno... Ich wyjątkowość polega na bogactwie zdobnictwa oraz na tym, że mają zazwyczaj po kilka zamkniętych wewnętrznych dziedzińców... Załącznik 51509 Załącznik 51510 Załącznik 51511 Załącznik 51512 Załącznik 51513 Załącznik 51514 Załącznik 51515 Załącznik 51516 Załącznik 51517 Załącznik 51518 Załącznik 51519 Załącznik 51520 Załącznik 51521 Załącznik 51522 Również do haveli Ganesha przynosi szczęście... Załącznik 51526 Na ulicach krowy mają więcej miejsca niż w forcie... Już tak nie bodą domagając się przestrzeni... Załącznik 51523 Odnajdujemy miejsce z najnowszą edycją photoshopa... W tej wersji wszystko robi się w jednym oknie... Załącznik 51524 Po drugiej stronie trafiamy na placyk dookoła obłożony straganami (jak zawsze w Indiach)... Na jednym ze stoisk chłopaczek robi soki owocowe... Zaprasza nas, my się zgadzamy... Wydaje się być przejęty... Pewnie nieczęsto gości białasów... Na szybko wyciera brudne stołki brudną szmatą rozmazując tylko brud... Nie szkodzi, już przywykliśmy, a sok jest pyszny... Tylko skąd tak soczyste owoce na pustyni? Załącznik 51525 To miejsce to taka dziwna mieszanka perskiej lub arabskiej kultury wokółpustynnej oraz hinduizmu... Nie ułatwia to podjęcia decyzji i wybrania między dwudniowym wielbładzim safari z noclegiem na pustyni (jakże arabskim akcentem), a jednym dniem w siodle na wskroś hinduskiego royal enfielda... Nie chcę naciskać na Szynszylę, gdyż dla mnie wybór jest prostszy... Ona ma znacznie trudniej... To twarda dziewucha, chyba najtwardsza jaką spotkałem i wiem, że chciałaby spróbować obu rzeczy... Niestety, czasu nie starczy... Trzeba podjąć decyzję w ciągu 2-3 godzin... Tymczasem "relax" odtwarzane w pamięci głosem właściciela hotelu Siddartha... C.D.N. |
Zdjęcia czadowe..tylko jedna rzecz mnie zastanawia, mianowicie..kto karmi i robi inne rzeczy przy tych krowach? Czy po prostu podchodzą do straganów i wcinają?:) A 'placki' leżą gdzie popadnie?;)
|
Chemik relacja super,udało Wam się wejść do wewnętrznych dziedzińców ?Może foty jakieś ten teges ? :)
|
Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:03. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2025, Jelsoft Enterprises Ltd.