![]() |
Nie wymagaj od ludzi ułożonych tego co my nie wichrzyciele robimy i myślimy. :D
Ten w tatuażach dobry |
Jo.
Jutro kawa poranna z przypowiastką o sztucznym dziadku, wygenerowanym przez AI. Tymczasem, komu sen z oporem przychodzi... |
Dzisiaj dzieci nic nie muszą.
Dzieci ekranowe. Był sobie dziadek. Dzieci znały dziadka, bo jak nie? Skoro spędzili ze sobą wystarczająco dużo czasu, by dziadka poznać. Nie, że codziennie. Nie. Ale przynajmniej raz na te dwa tygodnie minimum. Tymczasem, tym razem... do dzieci przyjechał "dziwny" dziadek. Dokładniej, to przyjechał po dzieci, by je zabrać na noc do swojego domu, gdzie na dzieci czekała już babcia. Na dziadka czekał też Kacper, niecierpliwie przebierając nogami na podwórku, jak to... Kacper. - Hurrra, dziadek! Było już późne popołudnie i brakowało Marysi. Marysia miała zaraz dojechać, bo była z koleżanką już wcześniej umówiona. Taki scenariusz dnia. Dziadek też się cieszył i jak zobaczył Marysię w drzwiach, to jeszcze bardziej ale... Dziadek był jakiś dziwny... Dziadek! Krzyknął nagle Kacper. Ty masz czyste ręce! - T.a.k. M.a.m. c.z.y.s.t.e. b.o. j.e.s.t.e.m. s.z.t.u.c.z.n.y.m. d.z.i.a.d.k.i.e.m. w.y.g.e.n.e.r.o.w.a.n.y.m. n.a. e.k.r.a.n.i.e. t.e.l.e.f.o.n.u. p.r.z.e.z. s.z.t.u.c.z.n.ą. i.n.t.e.l.g.e.n.c.j.ę. Dziadek! Przestań tak mówić! Jesteś prawdziwiym dziadlkiem! Oponowała Marysia. Tymczasem, dłuższa pauza, bo to nie koniec "bajki/historii" ze sztucznym dziadkiem. Zanim dopiszę finał, przejdźmy wstępny proces pedagogizacji. Wstępny, bo ten zasadniczy to długi i ciężki proces. Ciężki, bo nie jeden raz rodzić dostanie 33calowym kołem w czajnik, bo za późno na uniki. Jak bajki szkodzą dzieciom? |
N.i.e. m.o.g.ę. p.r.z.e.s.t.a.ć. J.e.s.t.e.m. s.z.t.u.c.z.n.y.m. d.z.i.a.d.k.i.em. M.o.ż.n.a. m.n.i.e. u.r.a.t.o.w.a.ć. t.y.l.k.o. w. j.e.d.e.n. s.p.o.s.ó.b. a.l.e. n.i.e. m.o.g.ę. g.o. z.d.r.a.d.z.i.ć. b.o. w.t.e.d.y. j.u.ż. n.a. z.a.w.s.z.e. z.o.s.t.a.n.ę. s.z.t.u.c.z.n.y.m. d.z.i.a.d.k.i.e.m. S.p.o.s.ó.b./z.a.k.l.ę.c.i.e. m.u.s.i. z.n.a.l.e.ź.ć. w.n.u.c.z.e.k. l.u.b. w.n.u.c.z.k.a. p.r.a.w.d.z.i.w.e.g.o. d.z.i.a.d.k.a.
- Dziadek! Nie mów tak! A. p.o.c.z.y.m. K.a.c.p.e.r. p.o.z.n.a.ł. s.z.tu.c.z.n.e.g.o. d.z.i.a.d.k.a.? - Bo miał czyste ręce! Krzyczy wywołany. W tym momencie Marysia ordynuje: - Dziadek, daj swoją dłoń! Sztuczny dziadek posłusznie wykonuje polecenia. Marysia pluje na dłoń sztucznego dziadka i szybko rozciera własną. Proces powtarza z drugą. I nagle...!! - Hurrra! Tym razem krzyczy dziadek. Jestem z nowu prawdziwym dziadkiem! Jakie to jest cudowne uczucie być tu znowu z wami, szkraby moje kochane! Hurrra, hurrra, hurrra! Po trzykroć zatrzęsło dostawczym Scudo2. Wesoła kompanija znowu razem! Ale... to nie koniec historii... |
Stymulacja nagrodami.
Technologia perswazyjna. Dzieci ekranów. - Dziadek, ale ty masz telefon! Ale z wami go nie używam. Ograniczam, bo jestem uzależniony. Chcesz być uzależniona od telefonu? - Nie! Dlatego u dziadka nie ma dostępu do telefonu. Poza złotym kwadransem na dobranoc. Wybieracie: Podróż za jeden uśmiech, Wakacje z duchami albo ZORRO w starej, szklanej wersji. Potem czytamy Bajki polskie. To znaczy Marysia czyta. Jasne? - Jasne... |
Film z poprzedniego postu.
Dla leniwych od 26 minuty. Kawa szkodzi. Ale piję. Co robię? Piję kawę lepszej jakości, odpowiedniego gatunku, odpowiedniej firmy, która (kawa) powstaje w kontrolowanym procesie, ograniczającym zwykłe "psucie" produktu. Czuję się lepiej. Czyli... nic się nie zmienia. Ale wystarczy..., że przy okazji jakiejś wizyty u lekarza, badaniach okresowych wyjdzie, że masz np. raka. Co wtedy zrobisz (i twoja rodzina)? "Twoje dzieciństwo leży rozłożone na podłodze". "Chcę budować produkt, który ma długoterminową wartość..." Gdzie jesteśmy my...? Las się kurczył ale wszystkie drzewa glosowały na siekierę. W końcu jej trzonek jest z drewna... |
Tak to jest dziwne, że las głosuje na siekierę, a może wcale nie dziwne
|
Obserwuję, może się wybiorę, może nie...
Kto to wie, kto to wie... A u nas? Też idzie ku dobremu. W służbie zdrowia. Lekarze dzwonią jednak z przykazaniem byłego naczelnego marszałka. Co prawda z wrośniętym paznokciem ale zawsze. Dyskomfort leczy najlepiej. |
A weź kurwa nie denerwuj ...
Nasz kanclerz jest najbardziej nielubianym kanclerzem na świecie z poparciem koło 20 proc. Aby mieć czym ocierać łzy, podniósł sobie pensje o 65000 euro rocznie. |
Nie oceniam.
Wyjątkowo nie wiem wszystkiego ale wiem... jedno. Pszczołom dorobią (obowiązkowo pszczelarze) uszy, by na tychże przypiąć obowiązkowe, ewidencyjne kolczyki. Ule będą ogrzewane, z toaletami. Ogrzewanie? Pompy ciepła z fotowoltaiką. Ściany ula w kafelkach. Obowiązki, nakazy, zakazy i koszty. Morze kosztów. Ocean kosztów. Kosmos kosztów i antykosmos też. A jak powinno być? Normalny małorolny na takim areale powinien się wyżywic bez problemu. Tyle. Odpowiednik w miastach? Sklepikarze, którzy nic od państwa nie chcą poza jednym. By i państwo się od nich odpier... Pan/pani pracuje, nic nie otrzymuje poza rachunkami z czterech liter od państwa. W jakim chorym systemie żyjemy? Wystarczy spojrzeć na f-rę za prąd i zsumować pozycję poza f-czną ceną prądu. Przecież operator z tej ceny też ma swoje ale co tam... Z ZOO zniknął hipopotam... Ty biedaku, leć tam prędko, zastąp go tam. Tymczasem historia zatacza koło. A stado baranów rechocze z własnej głupoty. Taki finał tego Rzymu. |
W Niemczech jest ujemna cena ziemniaków u rolnika. 15 centów za kilogram , zapakowane w siatkę niektórym uda się sprzedać. W sklepie a okazji 2 euro za kilogram. Normalnie 3 euro.
Tymczasem w sklepach ziemniaki z Egiptu , Turcji , Syrii i innych dalekich krajów. Oczywiście zdrowe nie pryskane , transportowane statkami EV ladowanymi słońcem W ostatnich 5 latach padly 4 PGR y w mojej okolicy , ostał się 5ty który to wszystko przejal, ale nie daje rady. . za płotem mam 100 hektarów łąk od 4 lat w ogóle nie użytkowanych i zarastają. Mój rolnik musiał sprzedać do rzeźni 14 ton swojego bydła. Dostał 1.60 Euro za kilogram Żywca. Tak, nie pomyliłem się. Jak się nie podoba to mamy tańsze z Brazylii Stworzyliśmy antycywilizacje , która musi upaść. I dobrze. Ewolucja nie lubi idiotów. |
Zaorać Niemcy. I Niemców. Jesień średniowiecza.
|
Niestety... Ty masz dwa byki. Jesteś w jeszcze gorszej sytuacji niż pan Romek.
Za chwilę NRD czeka rzeźnia ze szparagami. Wszystko przez opodatkowanie zbieraczy. W sensie brutto enerdowskie z zusem, się w tym roku upomniało po swoje. A minimalna płaca w NRD to 13eu/h z małym hakiem brutto/h. W sumie wraca Karol Marks, który nigdy robotnikiem nie był ale... o tym świetnie opowiada... Program trwa 48 minut. O ile nikt nie przerywa (oklaskami np.) Jak na widowni zasiada węgierska wycieczka to równe 48. P.S. Komunizm jest to zegar, który nie chodzi. Dookoła atrapy cyferblatu siedzą ludzie i dyskutują, która może być godzina. Genialny, nieodżałowany Pan Tym... |
Cytat:
|
Niemcy dają nam dobrobyt od wieków. Jakby nie było.
Jakbyś nie zauważył. |
Matjas, szanuj swoją uwagę. Proces trwa. Musisz być czujnym ale nie wszędzie. Na razie udanie wypieram ajatollacha upadłego. Tutaj proces już nie zachodzi ale... wschodzi. Naprawdę jest mi ciężko ciągnąć tę krucjatę w wielu wątkach. W każdym, który rokuje - wschodzę. Nie jestem jednak gatunkiem inwazyjnym. Wschodzę bardzo wybiórczo. To przemyślana strategia i działa na kilku płaszczyznach. Jutro przy porannej kawie wyrażę się o gnoju w wątku Ochrona środowiska. Gnój w inwazyjnej formie, to gnojowica. Od setek lat wylewana na pola. Jesteśmy wychowani na gnoju i w tym sęk. Ale nie uprzedzajmy wypadków. S.z.t.u.c.z.n.y. d.z.i.a.d.e.k. |
Cytat:
|
Gnój to pokrowiec. Po krowie.
Podobnie jak ten z brezentu, przykrywa. |
Oj, to będzie dlugi post...
Proces utylizacji globusa pl.
Frank Furedi skupia się w swej książce na problemach związanych ze stanem współczesnej edukacji. Wśród zaobserwanych zjawisk szczególnie niepokoi go coraz powszechniejsze podważanie istnienia prawdy uniwersalnej, a co za tym idzie kwestionowanie ufundowanej na niej idei nauki i autorytetów ją reprezentujących. Nie mniej kontrowersyjne są zdaniem autora próby instrumentalizacji nauki i kultury. Pojawienie się polskiego wydania książki Furediego doskonale wpisuje się w debatę związaną z kontrowersyjnym projektem obniżenia standardów w edukacji, jaki zaproponował obecny rząd. Frank Furedi, wykładowca socjologii Uniwersytetu w Kent w Wielkiej Brytanii, w ciągu wielu lat pracy naukowo-dydaktycznej był świadkiem niepokojących zjawisk obecnych w placówkach szkolnictwa wyższego w krajach Zachodu. Należy do nich między innymi coraz powszechniejsze zwalnianie studentów z lektury książek. Jak zauważa Furedi, wśród osób decydujących o kształcie współczesnej edukacji część jest zdania, że książka to tylko jedno z wielu źródeł wiedzy. Takie zgubne dla intelektualnego stanu społeczeństw opinie mają zdaniem autora pewne głębsze uwarunkowania. Chodzi tu o próby podważania sensu kształcenia się dla samego zdobywania wiedzy, a dokładniej idei poszukiwania prawdy dla niej samej przez wspólnotę uczonych. Winę za filisterską postawę współczesnych polityków, a także często samych ludzi nauki, ponosi zdaniem Furediego zgubna dla kultury i cywilizacji Zachodu filozofia spod znaku relatywizmu, teorii krytycznej i poststrukturalizmu. Słynne słowa Michela Foucaulta mówiące: ânie istnieje prawdziwie uniwersalna prawdaâ, stały się popularne wśród wielu naukowców i są często propagowane przez nauczycieli akademickich. Skoro nie istnieje prawda uniwersalna, to idea nauki jej poszukującej traci rację bytu. Uznawana za produkt subiektywnego wglądu, której źródłem jest ludzkie oko, nie posiada w związku z tym znaczenia fundamentalnego. Można ją poddawać wątpliwość i porównywać z wieloma innymi, równorzędnymi prawdami. Konsekwencją tej zgubnej filozofii jest zaprzeczenie idei obiektywnego piękna oraz tak zwanej kultury wysokiej. W świetle relatywistycznych i poststrukturalistycznych poglądów tracą sens słowa âpiękno to prawda, a prawda to pięknoâ. Kultura pisana przez wielkie K zastąpiona zostaje wielością równorzędnych sobie kultur. Jak pisze Frank Furedi âtradycyjny podział na kulturę wysoką i niską nie ma sensu w świecie, w którym prawda jest czymś tak niepewnymâ. Podważenie istnienia wiedzy obiektywnej pociąga za sobą zakwestionowanie autorytetów, które uzurpują sobie prawo do jej reprezentowania. Odtąd coraz mniej pożądani stają się myśliciele w dawnym stylu - uczeni, których często charakteryzowała apodyktyczność i nieustraszoność. Dążenie do wiedzy przez wielkie W i idea jej propagowania stają się coraz bardziej obce współczesnym naukowcom. W XXI wieku âklasyczny portret heroicznego badacza ustąpił miejsca wyobrażeniu kogoś znacznie bardziej przyziemnego i prozaicznego â człowieka, którego praca nie należy do szczególnie ważnych. Ta dewaluacja roli intelektualisty ściśle wiąże się z dziesiejszym stosunkiem do wiedzyâ â trafnie zauważa Furedi. Pragmatyczne podejście do pracy umysłowej skutkuje zrównaniem jej z zajęciami wykonywanymi przez ludzi innych profesji. Naukowiec to taki sam pracownik jak inni. Nie czyni nic nadzwyczajnego. Demistyfikacja roli uczonych sprawia, że dawna elitarność profesji naukowca zanika. Autorytet oparty na dążeniu do prawdy zostaje poważnie podkopany. Odtąd wśród ludzi nauki coraz częściej dostrzega się postawy konformistyczne i zgubny minimalizm idący często w parze z samozadowoleniem. Polityka wielu krajów Zachodu, przy całym jej dążeniu do nieustannego rozwoju placówek oświatowych i kulturalnych, skłania się tak naprawdę ku wykorzystaniu tych dziedzin do osiągnięcia szerszych celów. Problem instrumentalizacji nauki, sztuki i kultury jest stary, ale dziś przyjmuje powszechny wymiar. Występowali przeciwko niemu niegdyś Arnold, Nietzsche, Goethe i Marks, nie godząc się na wpływ bezosobowej siły pieniądza i prywatnego interesu na te dziedziny. Efektem coraz silniejszej dziś instrumentalizacji jest zjawisko tak zwanego równania w dół. âPojawia się napięcie między rachunkiem ekonomicznym a zaangażowaniem na rzecz bezosobowych, nieinstrumentalnych wartości, takich jak rozwój naukiâ â pisze Furedi. Artyści bardziej pragnęli dotąd realizować swoje wizje, dążyć do celów wyższych, niż tworzyć pod dyktando odbiorców, a âprojekt pracy intelektualnej ożywiała retoryka dążenia do poznaniaâ. Odkąd społeczeństwa Europy Zachodniej uległy urokowi dziedzictwa oświeceniowego, wartości nauki i sztuki nie poszukuje się w nich samych, ale dostrzega jedynie ze względu na ich wartość społeczną. Niedawno wydana książka Franka Furediego z pewnością dopomoże czytelnikowi w refleksji nad stanem edukacji i kultury na naszym rodzimym podwórku. Ostatnio wiele niepokoju wzbudziły projektowane przez obecny rząd rewolucyjne zmiany w szkolnictwie. W ich efekcie część licealistów kończyłaby nauczanie ogólne (np. historię i geografię) już w pierwszej klasie. Książka âGdzie się podziali wszyscy intelektualiści?â z pewnością umożliwi nam odpowiedź na pytanie, czemu służy i jaki ma sens obniżanie standardów na poszczególnych poziomach edukacji. https://www.polskieradio.pl/23/266/a...ntelektualisci Oczywistym jest, że hodujemy sobie mięczaków. Pani Nowacka pewnie nie wie (w swojej szerokiej ułomności) kim jest ten brytyjski socjolog. Obowiązkowo winna w ramach pokuty odsłuchać... ...by zamilknąć i skończyć w ramach tejże w jakimś żeńskim klasztorze. Np. tym w Pirenejach, w którym to umieściłem Lupusa wracającego ze swojej "drugiej" Afryki. Na usprawiedliwienie Lupusa po pierwsze: - była noc, - z nieba lało się jak z przysłowiowego durszlaka, - Lupus był opadły z sił i ledwo trzymal już DR-kę na wodzy. Po drugie: - historia była całkowicie zmyślona. Przeze mnie. Były moderator - pałeł przyznał mi się ostatnio, że tak uwierzył w moje późniejsze "afrykańskie bajki" iż już przygotowywał nekrolog forumowy. Paweł to dobry człowiek. Piszę to tylko dlatego, ponieważ sądzę, że jestem przez niego "ignorowany". To dostępna funkcja w silniku forum. Niestety nie jest doskonała, bo kiedy jesteś niezalogowany dostęp do ignorowanych postów masz jak na czystej dłoni Sztucznego Dziadka. Furedi wspomina o upadku kultury i nie chodzi tu o zwykłe 'wypierdalaj" ajatollacha upadłego. Chodzi o kulturę masową, którą zwięźle podsumował Stanisław Tym linkowany wyżej. Stanisław Tym, to autorytet dawny kabaretu. To, co mówił w 1990-tym podsumowujac komuznizm i Karola Marksa to dzisiaj... Ojojoj... W Brukseli szybko posliznał by sie na skorce od banana i stracił pamięć. Furedi wydaje książkę z ugruntowanymi, własnymi poglądami na rzeczywistość podsumowanymi ponad dwie dekady temu! Pisze, mówi o zarazie z przełomu wieków. Ten proces zaczął się z erą dzieci kwiatów w USA. Jak większość z nich skończyła...? Jak np. Joszka Fiszer. Minister finansów dawnych Niemiec. Z panią Merkel trwale osadzili w Deutschland przemoc kulturową. Ciąg dalszy się nie skończył. Będę kontymuić w kolejnym poście. |
Furedi:
Autonomia jednostki ograniczana przez państwo, które sieje kulturę strachu. Bo jesteśmy w istocie słabi, nadwrażliwi... Trzeba zatem wdrażać na siłę opiekę. Musimy być chronieni przed stresem i przede wszystkim porażką. Miast podejmować trud i wysiłek w zdobyciu wiedzy i doświadczeń (stara rola szkoły) w wyniku zmian kulturowych szkoły mają pełnić rolę terapeutycznego ośrodka. W "chujowym" wątku poruszyłem tę kwestię i otrzymałem adekwatną odpowiedź. Chuja tam wiesz! Nie ważne, że z metodyki nauczania, pedagogiki, psychologii miałem studiach bdb. Ważna w ocenie była zbieżność (mocno ograniczona) z niektórymi poglądami europosła Brauna. Bezwzględnie musisz być chujem. Ważniejszym jest przecież komfort nauczania, w którym nie ma miejsca na porażkę. Zero ocen, prac domowych. O poziomie matematyki przecież wspominałem i to bez doświadczeń Furedi`ego ale własnych! Powtórzę. Rok 1970. W programie nauczania matematyki dzieci rozwiązują układ równań z dwiema niewiadomymi w klasie... trzeciej! A moim ojcu też wspominałem. W jednym naprawdę był dobry, bawił mnie i siostrę grami, zabawami logicznymi. Zmuszał do myślenia. W klasie trzeciej (sic!) dostaliśmy w ramach sprawdzianu (klasówka) dwa zadania z tym układem. Rozwiązałem te układy ekspresowo metodą macierzy. W ramach owych zabaw z ojcem. Ja wręcz chciałem błysnąć na lekcji. I co...? Dostałem dwóję, bo "nie tak" rozwiązałem. I co dalej...? Fader wkroczył do akcji i dzieci w klasie dowiedziały się o alternatywnej metodzie ale... Obie należy poznać. Tę "krok po kroku" i skrót! Dlatego blisko dekadę później na egzaminie ustnym z fizyki (matura) wstałem od stołu już po 5 minutach, by przejść do egzaminu praktycznego. W piątej klasie technikum mieliśmy elementy matematyki wyższej i analizy matematycznej. Zadanie z ruchu harmonicznego rozwiązałem metodą całkowania w minutę. "Na około", ze sprawdzaniem wszystkiego minimum kwadrans i niepewność. Tu wynik jak w metodą wyznaczników w układzie równań... No to zagadka. Jak to jest w obecnym programie? Dopowiem równolegle, krótką historią, którą swego czasu (z dobrą dekadę temu) uraczył mnie Pan Inżynier z NRD. Ów Pan Inżynier ma skończone dwie uczelnie techniczne. Polską (z patentem) i prestiżowa niemiecką (wygrany międzynarodowy, silnie obsadzony konkurs na budowie mostu na Szprewie). Na globusie pl durna jak but pani Zalewska (odpowiednik pani Nowackiej) wprowadza reformę edukacji... Rozpierdala system w imię kulturowych wartości (tak tak, ta pani jest z obozu... "patriotycznego" - jak pan profesor Czarnek... nie głupi facet ale replika władzy - wypisz wymaluj). Mamy więc podstawówkę, gimnazjum i liceum. Edukacja staje na głowie po raz pierwszy... Pan Inżynier z NRD zastawia na mnie pułapkę. Podsyła mi zadania z egzaminu z matematyki z hasłem: paczaj... jednak polska szkoła średnia trzyma poziom. No to paczam i siadam... do rozwiązywania. Po godzinie potwierdzam... - Jak na egzamin do liceum, to jestem kurwa usatysfakcjonowany! Ja nie. Odpowiada Pan Inżynier z NRD. - Dlaczego, dopytuję. Ja się namęczyłem "żeby zdać". To się ciesz... Właśnie zdałeś na dostateczny plus... maturę z matmy. Część druga. |
Cytat:
W roku 2025 produkcja ziemniaka w DE wyniosła 15 mln ton. W tym samym roku konsumcja to jedynie ok. 8 mln ton (oficjalnych danych jeszcze nie ma - rząd znowu zataja przed tobą informacje :D ). Masz tu kolegę co wrzuca sporo nt ekonomii i gospodarki, to może wytłumaczy ci jak działa prawo popytu i podaży. I jeszcze o wymianie handlowej: - eksport ziemniaka z DE w 2024 r. to ok. 7 mln ton. - import ziemniaka do DE to ok. 1,7 mln ton, z czego 85-90% pochodzi z innych krajów UE. Jedynie 8-10% spoza UE, głownie Egiptu, ale w skali makro ilości śladowe, nie mające najmniejszego wpływu na kształtowanie się cen. Pytanie retoryczne - co stałoby się z cenami u bauera, gdyby Niemcy zamknęły się na wymianę handlową ziemniakami. |
Cytat:
|
Otóż ewolucja nie daje idiotom żadnych szans. To znaczy mają tyle szans na przetrwanie (w swej masie jako proces) co pierd w huraganie. Idiokracja w toku.
Dwa ostatnie filmy zasadniczo dobrze to tłumaczą. Nie pomoże miłość do liczb, które w mózgu zimioka są tworem abstrakcyjnym. Zresztą w moim też, o ile nie dam im konkretnego znaczenia. Np. 1,5mln ton ziemniaków ma sens. Samo 1,5mln to czysta abstrakcja. Zwłaszcza, że zimiok abstrachuje od pozostałych, kluczowych danych. Szparagi (w tym sezonie) będą idealnym przykładem. Ich zbiór będzie o kilkanaście % mniejszy z dalszymi tego konsekwencjami ale... co niby np. ma mnie to obchodzić? Przecież ja nie jem szparagów, bo w Otwocku biją murzynów. |
Panie zimiok.
Po raz kolejny jestem zmuszony napisać: sprawdzam. Podaj waść te same dane za lata: 2023 i 2024. To na początek. W czasie między posłuchamy: |
https://www.tridge.com/market-overview/fresh-potato/DE
pobaw się. A w międzyczasie koledze możesz wyłożyć jak się zachowują ceny na rynku, na którym mamy do czynienia z nadpodażą. |
Nie. Nie "pobaw" się, tylko opublikuj dane. Już raz Ciebie zlapałem na manipulacji. Byłeś proszony przeze mnie w podobny sposób. Co wyszło?
Raportowałeś do administracji, bo dostałeś gaśnicą Brauna. I to jeszcze z jego dedykacją. W międzyczasie my możemy posłuchać Gwiazdowskiego. |
Cytat:
A braków w czytaniu ze zrozumieniem nie przerzucaj na manipulacje. I już na całkowitym marginesie, jak na prawdziwą patoprawicę przystało sarkazm też ciężko wchodzi. |
Nie mam zamiaru wracać więcej (tutaj) do Twojej manipulacji, w stylu ajatollacha upadłego. Zostałeś złapany jak ajatollach upadły na wierszu, którego nie był autorem ale szedł w zaparte jak Ty.
Czytanie ze zrozumieniem to moja szczególnie cenna przypadłość. W tym wątku jednakowoż wolę się skupić na tej formie edukacji, która umożliwi moim wnukom czytanie manipulacji i bronić się przed nimi. Liczby...? Lubisz się nimi bawić? Świetnie. Pan Inżynier od dekady przedstawia trendy a te się sprawdzają, co do joty niemal. Przegrywa na innym polu. Ty jesteś idealnym przykładem z bajki Jeans że La Fontaine. Jak wiesz, którą mam na myśli, to możesz się przyznać. Jak nie wiesz, to się czegoś nauczysz przy kopaniu z eterem, celem pozyskania info. |
Ale... przeżyjmy to jeszcze raz. To. Naprawdę warto.
To naprawdę wzruszające... W sensie ta przepowiednia Donalda. To już lepiej jechać było do Delf, ktoś napisze. Kogo tam nie widzieli... Aleksander Wielki też. Dopiero potem zapowiadał. Nasz Donald wyrwał się i do Delf nie dotarł. Zatrzymał się w Berlinie. Naprawdę się wzruszam, jak teraz Donalda słucham. W chwili, kiedy Donald brak władzę, ten poprzedni formułował na kolanie jakiś rząd ekspertów. Teraz stał się płucem. Oni się tam szarpali a ja z pomocą Prawdziwego Człowieka spłaciliśmy wieloletnie zadłużenie w zakladzie ubezpieczeń niespołecznych. 2 kwietnia spłaciliśmy że Strażnikiem Domowym Prawdziwego Człowieka. W sumie kilka milionów złotych nas te 25 lat walki kosztowało. 1/3 życia do kotła z powodu mojej głupoty. Dla Prawdziwego Człowieka mamy w prezencie metalowego kota. Panom premierom pokazuję środkowy palec. Otyłe na dzisiaj mojej retoryki. |
Na mecie jeszcze coś z portalu koleżanki wrzucę.
Dodam tylko, że serducho mi mocniej zaczęło bić jak pan Donald zaczął się w przepowiedniach wyżej, rozkręcać od 14 minuty. Wracając do koleżanki. Podczas wizyty prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, premier Donald Tusk, oprowadzając gościa po mieście, nazwał Gdańsk "Danzigiem". Nie robimy z tego wielkiej afery, ale trudno nie zauważyć, że było to, co najmniej niefortunne. Być może była to klasyczna freudowska pomyłka, a może premier w sposób zupełnie naturalny używa tej nazwy. Biblioteka PAN w Gdańsku, w zeszłym roku organizowała wystawę pod wymownym tytułem âGdańsk, nie Danzigâ. Najwyraźniej ekspozycja trwała zbyt krótko, zakończyła się 8 maja 2025 roku. Co ciekawe, prezydent Macron po zakończeniu wizyty w Gdańsku miał wysłać wiadomość o treści: "Im in love with Gdańsk" poprawnie zapisując nazwę naszego miasta po polsku. Wczoraj przypomnieliśmy również wizytę z 1967 roku. Ówczesny prezydent Francji, Charles de Gaulle, stojąc przed Dwór Artusa, zakończył swoją wizytę słowami, które wywołały euforię wśród zgromadzonych tłumów: "Niech żyje Gdańsk! Niech żyje Polska!" |
Oj tam, rudy czy kurdupel z całym tym po/pisem to fajni bajkoopowiadacze ale najlepsze jest, że maja rzeszę wielbicieli od tylu lat robiąc z nich totalnych idiotów i co gorsze ci totalni nie tracą wiary ,że obiecana ziemia ukarze się na horyzoncie :lol8:
A to o tym pisałeś Cytat:
|
Mesje Melą,
za wyjątkową (i pozytywną dość) aktywność w podwórkowym wątku nagrodzę Pana podwórkową historią, która zaprowadzi nas do adm. Józefa Unruga - postaci niezwyklej w swej skomplikowanej ale niezwykle ciekawej narodowej materii. A więc było tak. Znaczy zacznijmy od początku. Ostatni raz mój ojciec interweniował w szkole w mojej sprawie dokładnie w 1971 roku. A to właśnie w tej poruszonej już tu - rozwiązywania układu równań z dwiema niewiadomymi. Niestety... rok później zmieniłem miejsce zamieszkania z ul. Dąbrowskiego w Rumi, na Wincentego Gruny - Gdynia Obłuże. Dlaczego zginął Wincenty Gruna? "Weneda" strzelił pierwszy. Spudłował, choć stał w niewielkiej odległości, metra czy dwu. Był zimny marcowy wieczór. Młody mężczyzna zapukał do drzwi mieszkania Grunów na osiedlu Paged na Obłużu. - Ja do męża. Z komisariatu - powiedział, gdy Stefania Grunowa otworzyła drzwi. Poszedł do sąsiada, jeśli to coś pilnego, pójdę po męża - odpowiedziała, wkładając płaszcz. âWenedaâ szedł za nią bez słowa. Przed blokiem w ciemności "Dziewiętnastka" i âBogdanâ czekali na rozwój wypadków. - Dobry wieczór. O co chodzi?- spytał Gruna, przepuszczając żonę przodem i podchodząc do "Wenedy" . Wyrokiem Kierownictwa Walki Konspiracyjnej Armii Krajowej został pan skazany na karę śmierci! - wyrecytował szybko "Weneda" i strzelił. Ogień otworzyli także "Dziewiętnastka" i "Bogdan". Krzyk Grunowej rozdarł powietrze. Z pobliskiej jednostki wojskowej wybiegli marynarze, kilku zaniosło Grunę do mieszkania, inni rozbiegli się po okolicy, szukając zamachowców. --------------------------- Wincenty Gruna był sekretarzem koła dzielnicowego Polskiej Partii Robotniczej, Kaszubą z Lipusza, który jeszcze przed wojną przywędrował za pracą do Gdyni. Znalazł zatrudnienie w porcie. Po wojnie zaczął działać w związkach zawodowych, wstąpił do PPR. âMarzył o odnowie życia w Polsce. Chciał temu życiu nadać nowoczesną formę, rozmach, jak to robiono w Związku Radzieckim. Moim zdaniem, Wincenty Gruna był urodzonym marksistą i prześwietnym organizatorem. Na wyznaczonym mu przez Partię odcinku pracował znakomicie. (...) Marzył o tym, aby ta nasza Polska była silna, bogata i sprawiedliwa, aby już nigdy nie było w niej ludzi biednych i bezdomnych. Za taką Polskę zginął - pisał w periodyku "Litery" Stanisław Niemiec. Po śmierci został bohaterem. "Kule faszystowskiego podziemia wytrąciły z szeregów PPR wiernego syna Polski Ludowej" - tak wówczas pisano. Ulicę na Obłużu, przy której mieszkał, nazwano nazwiskiem Gruny. W roku 1981, w siedemdziesiątą piątą rocznicę jego urodzin na jednym z budynków umieszczono tablicę pamiątkową. ----------------------------- "Faszystowskie podziemie" to żołnierze z komórki WiN o kryptonimie Kadry Dywersyjne 111. Dowódcą dwóch grup wchodzących w skład KD 111 był kapitan Stanisław Kulik, pseudonim "Leszek", który na Wybrzeżu używał fałszywego nazwiska Wirski. Jan Wirski. To on wydał rozkaz likwidacji sekretarza Gruny. Rozkaz wykonali: Henryk Ernest "Bogdan", Jan Drelich "Dziewiętnastka" oraz "Weneda", którego nazwiska przez lata nie wymieniano w żadnych ubeckich dokumentach. To właśnie "Weneda" strzelił pierwszy, ale spudłował, choć stał w niewielkiej odległości, metra czy dwu... Wtedy huknęły pistolety kolegów. ----------------------------- Przyjrzyjmy się oficerowi, który wydał rozkaz. Zgodnie z regułami ówczesnej propagandy, âbandytaâ musiał być odrażający fizycznie. W przeciwieństwie do ubeka czy milicjanta. "Aparat władz Bezpieczeństwa jest ideowy i ofiarny, z poświęceniem, nie szczędząc życia, walczy o spokój i ład w krajuâ - pisał "Dziennik Bałtycki". A Kulik? "Był niski, potężnej tuszy, o przebiegłych latających oczkach i ulizanych, rzadkich jasnoblond włosach". Wśród podwładnych miał opinię zupaka, brutalnego i bezwzględnego wobec żołnierzy, a potulnego i uległego wobec przełożonych. Ponury watażka i tchórz. No i oczywiście lubił wypić. Tak charakteryzują "Leszka" Jan Babczenko i Rajmund Bolduan w wydanej w roku 1965 książce "Kryptonim KD 111". Kulik razem ze swoim zaufanym adiutantem "Cieniem" i sanitariuszką Janiną Prokop "Szarotką" przyjechał na Wybrzeże we wrześniu 1945 roku. W Orłowie, przy placu Górnośląskim otworzył sklep spożywczy, który nieźle prosperował. Babczenko i Bolduan opisują, jak stojąc za ladą, skrupulatnie odważa mąkę, i konstatują, że do tego właśnie się nadawał. Waldemar Kowalski z Muzeum II Wojny Światowej, który badał tę sprawę i sporządził obszerny biogram Kulika, ocenia, że Stanisław Kulik był żołnierzem odważnym i niezłomnym. Za kampanię 1939 roku otrzymał Krzyż Virtuti Militari, a potem, w konspiracji, dwukrotnie, w latach 1943 i 1944 - Krzyż Walecznych. Jako zawodowy podoficer walczył we Wrześniu w batalionie czołgów wchodzącym w skład Armii Prusy, a po rozbiciu jednostki w rejonie Janowa Lubelskiego skupił wokół siebie ponad 350 żołnierzy i walczył dalej. Wzięty do niewoli, po miesiącu uciekł z obozu jenieckiego w Hamburgu i powrócił na rodzinne Podlasie. Zbierał i magazynował broń, tworzył konspiracyjne grupy. W 1940 roku wstąpił do organizacji Miecz i Pług, ale wkrótce został zadenuncjowany i musiał się ukrywać. W czasie próby zatrzymania zastrzelił czterech Niemców" W 1943 roku Miecz i Pług został włączony w struktury Armii Krajowej. Kulik został ponownie zaprzysiężony i na czele stworzonego przez siebie oddziału partyzanckiego brał udział w wielu akcjach. Nie wiadomo, dlaczego w 1944 roku przeszedł do Batalionów Chłopskich. - Może został odkomenderowany? - zastanawia się Waldemar Kowalski. Mianowano go wykładowcą w obozie szkoleniowym BCh, a z czasem objął dowództwo nad własnym, 250-osobowym oddziałem, który uprawiał dywersję na zapleczu wojsk niemieckich. Po wejściu Sowietów ujawnił się i wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego. Został dowódcą kompanii w Oficerskiej Szkole Broni Pancernej w Chełmie Lubelskim. W nocy 3 marca 1945 roku, pozorując ćwiczenia, wyprowadził swoją kompanię w pełnym uzbrojeniu do lasu. Ruszył pościg. Kilku żołnierzy zostało zabitych, kilku aresztowano, ranny Kulik ukrywał się w leśniczówce, gdzie trafili na niego akowcy. Gdy tylko wyzdrowiał, został komendantem placówki WiN w gminie Rakołupy. Zorganizował oddział leśny, który przeprowadził wiele akcji ekspropriacyjnych. Ekspropriacja to wywłaszczenie w celu pozyskania funduszy na działalność konspiracyjną - podają encyklopedie. Częste były akcje ekspropriacyjne w czasie powstania styczniowego, przeprowadzały je też Organizacja Bojowa PPS, Armia Krajowa, Gwardia Ludowa, Armia Ludowa oraz Wolność i Niezawisłość. - Wie pani, jak odróżnić bandytę od partyzanta? - pyta profesor Piotr Niwiński, który także zajmował się sprawą Kulika. - Profesor Tomasz Strzembosz mawiał, że jeśli wejdzie do chałupy mężczyzna i zabierze gospodarzowi kożuch, buty, chleb oraz słoninę i zostawi pokwitowanie, to jest partyzantem. Jeśli natomiast weźmie dodatkowo damskie sukienki i pończochy - jest złodziejem... Kulik zbierał pieniądze i kupował broń. Jego żołnierze walczyli z funkcjonariuszami UB i MO. Zastrzelili także sowieckiego oficera. W książce Babczenki i Bolduana znajduję opis tego wydarzenia: Któregoś lipcowego dnia porucznik Piotr Dektarenko, oficer Armii Czerwonej, szedł polną drogą w kierunku pobliskiej stacji kolejowej. Kilkudniowy urlop, który spędził u młodej żony w Janówce, pozostawił w pamięci miłe wspomnienia. Dektarenko był dobrej myśli, wojna się przecież skończyła, wkrótce jego jednostka powróci do kraju. Zabierze ze sobą żonę i zawsze już będą razem. (...) Nagle rozległ się przeciągły gwizd i jak spod ziemi wyrosło kilkunastu mężczyzn ubranych na poły po cywilnemu, na poły po wojskowemu... Wokół Kulika robi się gorąco. Musi zniknąć z tego terenu. To rozkaz. Dokąd jechać? Ziemie odzyskane były miejscem, gdzie dość łatwo można było się ukryć. Zjeżdżali tam ludzie z całego kraju. Kresowianie i warszawiacy pokiereszowani przez wojnę i okupację, wyzuci z domów szukali tam swojego miejsca do życia. Albo możliwości ucieczki przez "zieloną granicę". Stanisław Kulik mieszka z "Szarotką" w Gdyni. Babczenko i Bolduan opisują ją zgodnie ze schematem: "Młodsza od niego o prawie dwadzieścia lat tęga wiejska dziewczyna o kruczoczarnych włosach, prostej, dość pospolitej twarzy i obfitym biuście. "Być może "Tarzan" imponował jej energią i bezwzględnością, z jaką dążył do obranego celu, albo też darzyła go miłością. Ufała mu bezgranicznie i ślepo wierzyła w jego szczęśliwą gwiazdę". -------------------------------- cdn |
Gwiazda nie była tak szczęśliwa, ubecki pierścień zaciskał się coraz mocniej. Działalność grupy Kulika "Tarzana" - pisze Daniel Czerwiński w pracy "Pierwsza dekada. Aparat bezpieczeństwa w województwie gdańskim w latach 1945-1956" - została odnotowana w styczniu 1946 roku. A więc kilka miesięcy po przyjeździe kapitana Kulika na Wybrzeże.
Akcje ekspropriacyjne, dzięki którym zebrano kilkaset tysięcy złotych, musiały zwrócić uwagę milicji, ubeków i zapewne NKWD. Tym bardziej że zostawiano pokwitowania informujące, iż pieniądze biorą żołnierze niepodległościowego podziemia. A więc nie bandyci, ale partyzanci. Podczas napadu na sklep Polskiego Monopolu Tytoniowego ginie milicjant, inny zostaje ranny. To mobilizuje "bezpieczniaków". ------------------------------------ Podejrzane jest to, że "Weneda" strzelał do Gruny z bliskiej odległości i nie trafił. Może nie chciał trafić? Żeby sprawę jeszcze bardziej skomplikować, trzeba wspomnieć o zaufanym adiutancie Kulika - „Cieniu”. - Dziś wiemy, że "Cień" zdradził - dodaje Waldemar Kowalski, który uważa, że "Cień" przeszedł na stronę ubeków, przekabacony właśnie przez „Wenedę”. Co przemawia przeciwko „Cieniowi”? Aresztowano go razem z Kulikiem, ale udało mu się uciec z aresztu, a w dokumentach UB pojawiła się notatka: "Umożliwiono mu ucieczkę dla dobra śledztwa, by dotrzeć do innych członków KD 111". I podobnie jak "Weneda", "Cień" zniknął. ------------------------------------ Adres Stanisława Kulika bezpieka ustaliła prawdopodobnie dzięki przypadkowemu aresztowaniu łączniczki 22 marca 1946 roku - pisze Daniel Czerwiński. Waldemar Kowalski precyzuje, że była to Helena Wulf „Danuta”, którą poddano brutalnemu przesłuchaniu. Potem umieszczono ją w celi z funkcjonariuszką UB, która zdobyła jej zaufanie i przejęła gryps. To pozwoliło ubekom na ustalenie adresów i na kolejne aresztowania. Stanisława Kulika złapano w Gdyni 29 marca. W rozbiciu zgrupowania wyróżnili się porucznik Jan Wołkow, podporucznik Erazm Żmijewski oraz chorąży Jan Babczenko - w latach 60. współautor cytowanej już książki „Kryptonim KD 111”, w której nazwał Kulika „zupakiem”. Zatrzymanych przewieziono do aresztu na Kurkową do Gdańska. Przejęto gryps Henryka Ernesta „Bogdana” do żony. Pisał: "Niczego nie żałuję". Stanisław Kulik przez jednego ze strażników nawiązał kontakt z "Szarotką" i planował ucieczkę. Nie udała się, strażnik zawiadomił władze więzienne. Trzydziestego pierwszego października 1946 roku zapadły wyroki. Na karę śmierci zostali skazani: Stanisław Kulik (za nakłanianie swoich podwładnych do popełnienia gwałtownego zamachu przy użyciu broni palnej na sekretarza PPR na Obłużu Wincentego Grunę), Jan Drelich "Dziewiętnastka" (lat 27), związany z podziemiem od 1945 roku, oraz Henryk Ernest "Bogdan" (lat 21), w okresie okupacji członek Gryfa Pomorskiego, od 1942 roku w AK, od marca do września 1945 w I Brygadzie Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, dwukrotnie ranny w trakcie walk o Oksywie. Wyrok śmierci dostał też Zenon Jagła "Rom", ale prezydent KRN, Bierut zamienił go na 15 lat więzienia. Pozostali skazani zostali na kary długoletniego więzienia. Wyroki śmierci wykonano w więzieniu w Gdańsku 28 grudnia 1946 roku. Przed egzekucją Kulik zawołał: "Żegnajcie, bracia, już się więcej nie zobaczymy na tym świecie!". ------------------------------------ W sprawie Kulika ciągle jeszcze nie wszystko jest jasne. W 2011 roku, na wniosek ministra sprawiedliwości, Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu unieważnił wyrok, jednak tylko częściowo. Wątpliwości sędziów wzbudził właśnie rozkaz zastrzelenia Wincentego Gruny. Ich zdaniem, zebrany materiał nie wskazuje, że Gruna zagrażał bezpieczeństwu organizacji. Sprawa będzie jednak miała ciąg dalszy, bo o dobre imię Kulika walczy teraz także jego wnuczka. Dziś"żołnierze wyklęci" są bohaterami zbiorowej wyobraźni. Zaś Wincenty Gruna nie jest już bohaterem. Tablicę pamiątkową zdjęto. Patronem ulicy na Obłużu został admirał Józef Unrug. Ot, polskie losy. "Pokolenia żałobami czarne". Barbara Szczepula. Od autorki: Korzystałam z biogramu Stanisława Kulika sporządzonego przez Waldemara Kowalskiego z Muzeum II Wojny Światowej, z materiałów Muzeum Miasta Gdyni, z książki Jana Babczenki i Rajmunda Bolduana "Kryptonim KD 111" i Daniela Czerwińskiego "Pierwsza dekada". Kiedy "moja" ulica zyskała nowe imię, ja realizowałem się na kolejnym urlopie dziekańskim w Niemczech. Tuż przed (listopad 1990) sortowałem butelki w rozlewni Heinekena w Leerdam w bluzie z napisem (na plecach): AZS GDAŃSK. O reakcji Holendrów wspominałem już w tym wątku. A kim był admirał Józef Unrug? |
Hel bronił się najdłużej...
|
Znaczy Kapitan...
Też wspominałem. Pierwsza, przeczytana przeze mnie książka. Nie miałem jeszcze 10 lat. Kolejne czytałem dopiero w szkole średniej i to dopiero w trzeciej klasie technikum. Autor wywarł na mnie ogromny wpływ. Nic nie miałem... Poza jedną parą, startych trampek. Takie NIC było początkiem WSZYSTKIEGO. Mojego wszystkiego. Wszystko to podszyte romantyzmem... Świat wydawał się dobry. Potem spadła na mnie Lalka. Doskonała ekranizacja z Kamasem. Musiałem "dogonić" serial i godzinami siedziałem w kolejnych częściach, pięknie oprawionych (bodaj osiem) tomach lalki Prusa. Zdążyłem. Potem już poszło z górki, z Tomkami i całą literaturą młodzieżową. W II i III klasie nadrabiałem literackie zaległości. Kilka tygodni wakacji 1980/81 po raz pierwszy nie spędziłem na podwórku. Czytałem jak opętany. Noc zastąpiła mi dzień. Wszystko stanęło na głowie. Po literaturze Pana Karola (przeczytałem wszystkie dostępne jego książki), jeszcze jedna pozycja "zmieniła moje życie". Tomek na tropach Yeti i zaraz po niej Tajemnicza wyprawa Tomka. https://i.ibb.co/DHG6Fr7H/IMG-6658.jpg https://i.ibb.co/DPsNnkPT/IMGP6889.jpg |
Trampki z Wietnamu każdy chciał mieć, to był hit :)
|
Wracając do "edukacji".
|
Jak mnie tata w pole gonił czy przy chacie robić to się nawet o kieszonkowe nie pytałem bo wiedziałem, że rodzice nie mają i swoje piniądze miałem dopiero jak za praktykę płacili , a teraz tralala...jak se pościelisz tak się wyśpisz znaczy wychowasz swoje pociechy najlepiej bezstresowo
|
1 Załącznik(ów)
Nasz problem polega na tym, że żyjemy w świecie obfitości. To znaczy mamy zbyt łatwy dostęp do erzatzu, do prostej i przyjemnej alternatywy. Alternatywy, która nas wewnętrznie i fizycznie nie rozwija.
Łatwiej "porozmawiać" z AI a już najlepiej z "asystentem", który uczy się rozpoznawać twoje potrzeby i ostatecznie mówi ci, co chcesz usłyszeć. To jest twoja nagroda. To ostatnie narzędzie "rozwija się" w ekspresowym tempie. Ono spustoszy mózgi waszym małym dzieciom (a potencjalnie moim/waszym wnukom). Wracamy z dziećmi do ich domu. Dziadek... A dasz nam jakiegoś pieniążka? Cwanie uśmiecha się Kacper. Dziadek Wojtek nam daje. Nawet stówę i słodycze! Szelmowsko się uśmiecha. - Przestań bajki opowiadać Kacper. Co najwyżej 10zł a najczęściej piątaka. Ooo... Wchodzę do "gry". To dokładnie odwrotnie niż ja! - Kacper... Na co wydaleś 100zł, które dostałeś przez Bożym Narodzeniem od dziadka Darka? Cisza. Ja ci podpowiem. Dorzuciłeś kasę rodzicom na tablet. Całe 250zł, które łącznie dostałeś od dziadka i babci. A na co miałeś...? - ... Na narzędzia, bo tak lubisz majsterkować. I co drapichruście jeden?! Kasa wywalona w błoto. Ot co! I jak teraz naprawisz rower, który ci się zepsuł...? No widzisz gagatku... A Marysia to z uśmiechem kontempluje, widzę. - A ty co...? Drugi drapichrust, wcale nie lepsza od pierwszego! Wygrałaś z dziadkiem w warcaby! Tego ci nie daruję. Będę teraz ćwiczył, by nie dać się tak sromotnie ograć! W bierki też będę ćwiczył, bo Kacper babcię ograł. W Piotrusia też przegrałem... mam was dość! W aucie rwetes. Dzieci się przekrzykują. A ja to... a ja tamto... hi,hi, cha cha cha... "...hejże hola ledwie busa nie rozwalą. Dziadek siadł w końcu stoła..." - Szykujcie się na wyjazd Lublinem ale zanim, to musimy pokolorować lakierami golfa, bo rdza wszędzie wyłazi. Póki nie ma sąsiada. Tego złego? - Tak. Babcia się go boi ale dziadek nie. Bo ty się nikogo i niczego nie boisz! - Tak jest! Marysiu... Waszym zdaniem, który dziadek jest bardziej szalony...? Pytanie starałem się zadać jak najbardziej neutralnie. Widzę, jak się Marysia spontanicznie uśmiecha. - Ty jesteś dziadek szalony... Mógłbym się zapytać: czy kocha dziadka i otrzymałbym odpowiedź z taką naturalną szczerością jak teraz. To jest moja największa nagroda. Po prostu bycie z nimi. A one za to akceptują dziadka, bez pieniążka i czekolady... I tu dochodzimy do sedna, co spróbuję podsumować w następnym poście. |
W sumie, to ja dobre rady biorę sobie do serca.
Zatem pakuję już majdan na Podlasie. Świata nie zmienisz ale portki na czyste...? No to zmieniam, bo potem już nie zmienię, będą zachodziły patyną aż do powrotu. Miało być yamahą SR250 ale na Podlaskim mnie nie chcą. Byłoby trochę kozacko; musiałbym jechać bez kasku, bo nie mam. Prawa jazdy też na moto nie mam ale co to za przeszkoda...? Temat się sam rozwiązał. Zatem pora na szybką inwentaryzację a przy okazji przejrzę te strony z tuby, który chciałbym mieć "u góry strony". a które dotyczą remontu drewnianej chaty. Jest ich kilka i są fajnym przewodnikiem. |
Prawda, gdy wyprzedza swój czas jest faszyzmem.
Gdy już jej czas nadejdzie staje się mową nienawiści. Kiedy wiesz coś, dzień wcześniej przed..., to..., dotarło do mnie w końcu. Koniec misji. |
W polityce, to "doceniają" dopiero jak ktoś odejdzie. Mają wtedy "swoje" 5 minut, kiedy f-cznie ktoś ich może wysłuchać. Nie znałem, wysłuchałem. Szkoda tego człowieka. Niemal rówieśnika mego syna... Smutne to... bardzo. Zaraz wrzucę rowery na pakę i jadę na "widzenie" z wnukami. Co mam im przekazać? |
I tak o polityce możemy pisać gdzie chwilę temu
|
Niejeden dostał bana
|
Ja Pana Litewski nie łączę z polityką.
Zaprawdę polecam ten wywiad. Tego drugiego bezwiednie przestałem kojarzyć z kulturą. Męskie Melą, my jesteśmy prości ludzie. Rzucimy kurwą, chujem i zgodnie z literą obecną forum, bierzemy na siebie za to odpowiedzialność. Nikt by nas (w normalnym kraju) IE wybrał do tego, by rządzić ludźmi. Mnie, to już w szczególności, bo 45 lat mojej roboczej praktyki pokazało, że nie umiem zarządzac dużymi zespołami. Zupełnie inaczej ma to miejsce w małych zespołach ale państwo z jego zasobami kultury, to mega firma i odpowiedzialność. Sygnalizowałem to (jednemu z drugim), że z moją obecnością (ostatnie trzy tygodnie), dokonam tu pewnego resetu. I to się stało. Kilka osób, którym zarzuca się tutaj "nadmierna" twórczość - przestało nadawać. Nie, że na amen ale od trzech, może czterech tygodni byłem lustrem takich zachowań i czułem się nawet jak ryba w wodzie. Do tego stopnia, że zaczęto mi tu dawać "rady od serca" i... o to właśnie chodziło. Wracam teraz do trybu sprzed roku. Życzyłbym sobie jednakowoż takie podejścia do życia, jakie reprezentował Śp. Pan Poseł Litewka. Jeszcze bardziej smutnym też jest, że zastąpi go ktoś z frakcji, której "towarzystwo" winno, mu buty pastować, nic więcej... |
Tęsknisz? :)
|
1 Załącznik(ów)
Chwilowo jestem zajęty;)
Do ważenia odmaszerować. |
1 Załącznik(ów)
Wczoraj brałem udział w kaszubskim klonie WiRu. Skromniejsza wersja - WiR-ek. Owszem busem przytargałem sprzęt ale jeździłem bez kasku.
Bez uzurpacji. Namaszczenie posiadam. P.S. W rodzinie przybył kolejny, pełnoprawny mistrz. Mistrz rodzaju żeńskiego. Ippon - wazari - ippon. Rodzaj męski tym razem musiał się zadowolić najniższym miejscem na podium. Dziadek w niebie siódmym. |
Post 999
Tak jest proszę państwa. Właśnie piszę w tym wątku post nr 999.
Post nr 1000 zamknie ten wątek. Niekoniecznie mój. Ktoś odważny lub mniej, będzie mógł przetrącić mi te nieznośne narzędzie. Wbić osikowy kołek w wampirze trzewia, zgasić eter mojego enpede, borderline, mojej dwubiegunowości, w skrócie - jestestwa szalonego dziadka. Stałem na krawędzi tak długo, by utknąć na kolejnej... Tymczasem na pewnej wyspie... Ja dzięki wnukom zyskałem drugie życie. Warto dię wnuków doczekać. Bardzo. . |
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:09. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.