Africa Twin Forum - POLAND

Africa Twin Forum - POLAND (http://africatwin.com.pl/index.php)
-   Lejdis (http://africatwin.com.pl/forumdisplay.php?f=45)
-   -   Chorwacja 2011 - Lajdis Edition (http://africatwin.com.pl/showthread.php?t=10563)

puntek 12.10.2011 10:00

PIĘKNIE !

:zdrufko::lukacz::beer:

bukowski 12.10.2011 12:00

Super wycieczka, szacun za odwage.

jochen 12.10.2011 12:46

Kurczę, ale ten LC8 na Korculi to miał niewąski kufer, cała szafa, albo lodówa...

bajrasz 12.10.2011 14:55

:lukacz:

Ashanti 16.10.2011 12:32

17 Załącznik(ów)
19.09.2011

Z rana, po nieprzespanej nocy szybka decyzja. Nie ma na co czekać, niebo nie wygląda zbyt ładnie. Zbliża się burza, trzeba zmykać stąd jak najszybciej.:( Szybko pozbierałyśmy rzeczy i w drogę. Kierujemy się na prom. Tak jak przez całą podróż byłam wyluzowana, tak tego dnia, od samego początku czułam niepokój. Babska intuicja podpowiadała, że coś będzie, tylko nigdy niestety nie wiadomo co. :mad:

Oj niebo dawało znaki - idzie burza

Załącznik 24795
Nasza ulubiona droga z winnicami już tak malowniczo nie wyglądała

Załącznik 24796
Nad Creativką wisi coś nieładnego
Załącznik 24797
Tylko przez chwile miałyśmy słoneczko
Załącznik 24798
Creativka zrobiła sobie prowizoryczną rękawiczkę, bo z jedną nie dało się jechać
Załącznik 24801
Dojechałyśmy do Trpanj, gdzie już w momencie oczekiwania na prom, nadeszła burza, wręcz nawałnica (przez Dubrownik w tym czasie przeszła trąba powietrzna). :dizzy: Zerwał się silny wiatr, zaczęło lać, aż stoły i krzesła przewracało.:dizzy: Ja tylko trzymałam kciuki żeby wiatr motocykli nie przewrócił, bo stały na samym brzegu. Morze było bardzo wzburzone, zastanawiałam się jak to będzie na promie, bo pasów do przymocowania motocykli nie mieli. :mur:

zerwał sie silny wiatr

Załącznik 24799
motocykle miały niezły prysznic
Załącznik 24800

Po jakimś czasie, na szczęście, przestało padać i trochę się uspokoiło. Ale w dalszym ciągu było bardzo mokro. Przypłynął prom, cały mokry. Pora na nas żeby się załadować. Wjeżdżamy jako pierwsze. Najpierw wjechała Creativka i spoko. Gdy ja się zaczęłam rozpędzać, nagle jakaś zagubiona (Polska) turystka wlazła mi pod same koła. :mad: Wyhamować wyhamowałam, ale przed samą platformą, zero miejsca do rozpędu, a tu popędzają, wjeżdżaj, wjeżdżaj. No dobra, to zaczęłam wjeżdżać, a jedyny rozpęd jaki mogłam wziąć był na mokrej, metalowej platformie. No i ... fruuuu ... tylne koło mi się poślizgnęło i zaczęło rzucać na boki. :dizzy: O ja cię kręcę, zaczęłam wyczyniać kacze tańce.:dizzy: Zdawałam sobie sprawę z tego że nie mogę się w tym momencie przewrócić bo zlecę razem z motocyklem na sam dół i będzie kicha. Więc na max-a gazu i jeszcze raz gazu, oby tylko wyciągnąć lecące na boki moto na prostą. Uf ... udało się i w tedy (chyba z wrażenia) bum i leżę. No, no ... i wszyscy marynarze moi!!! :haha2: Ja to potrafię zwrócić na siebie uwagę, nie ma co.:o Chłopaki biegiem do mnie, zaczęli mnie zbierać. Na szczęście nic się nie stało, motocykl się tylko lekko położył, nawet nic się nie uszkodziło. Ja tez byłam cała, no tylko nerwa złapałam. Odstawiłam moto na miejsce i całą podróż próbowałam ukoić nerwy.

platforma na którą wjeżdżałyśmy, jeszcze sucha
Załącznik 24802

Gdy już przypłynęłyśmy i szykowałyśmy się do zjazdu z promu, jakiś pan zaparkowany obok zapytał mnie:
- czy to pani takie wygibasy przy wjeździe robiła?
- A no ja
- No, no właśnie, bo motocykl nie jest dla kobiet! :mad:
No dobra przyjęłam tę opinię do wiadomości, :mur: ale i tak Pan mnie nie przekonał. :Sarcastic:
Gdy zjeżdżałyśmy z promu, marynarze nas żegnali:
- dziewczyny, jedzcie ostrożnie, gdy drogi są mokre, są bardzo śliskie, jedzcie powoli, ostrożnie. No i powodzenia! – byli bardzo przejęci

Ruszyłyśmy, i tak jak nam wszyscy doradzali, jechałyśmy ostrożnie i powoli. Wszędzie, mokro i ślisko. Niepokój jak miałam tak w dalszym ciągu nie mijał. W sumie zrozumiałe, w końcu niezłego nerwa załapałam. Ale babska intuicja mi podpowiadała, że to jeszcze nie koniec. Po drodze gdy jechałyśmy przez Plocie w kierunku Makarskiej minęłyśmy dwa wypadki. W jednym miejscu ciężarówki się zderzyły, a w innym, samochód spadł ze skarpy. To naprawdę nie napawało nas optymizmem. Jechałyśmy spokojnie, tak jak z resztą większość kierowców. No może oprócz jednego TIR-a, który jechał szybko i w dodatku na ogonie mi siedział, trzymał się bardzo blisko, za blisko. To nie było fajne uczucie.:mad: Zjechałyśmy więc na przystanek aby go przepuścić. Creativka nie oceniła dobrze nawierzchni gdy zjeżdżałyśmy i ... no właśnie, noga jej się poślizgnęła na mokrej nawierzchni i na plamie po oleju. I bęc, gleba, wydawało by się, że taka niewinna parkingówka.:dizzy: W rezultacie efekty były bardziej poważne niż to wyglądało. Poszła klamka od sprzęgła, cała połamana, nawet nie było za co złapać.:( No nieźle, wszystkie narzędzia miałam, ale klamek nie wzięłam i to był błąd. I zaczęło się kombinowanie, tworzenie prowizorki, niestety nic nie pomogło. (Wiem że są sposoby z linką, ale w te tajniki nie zostałam dokładnie wtajemniczona więc nawet nie próbowałyśmy). Zaczęłyśmy poszukiwać pomocy, na początku zatrzymując lokalesów i pytając o jakiś warsztat, ale nic. Najwyższa pora było się rozdzielić.
Klamka Creativki - tzn to co z niej zostało
Załącznik 24803
każdy radzi sobie jak może, prowizoryczna klamka, jednak nie zadziałała
Załącznik 24804
Creativka zatrzymywała motocyklistów i prosiła o pomoc. Niestety nikt nie miał zapasowej klamki i nie byli w stanie pomóc. Niektórzy to w ogóle nie mieli żadnych narzędzi ze sobą. Ja pojechałam szukać warsztatu, jakiejś pomocy. Po drodze widziałam jak wyciągali samochód, który spadł ze skarpy. Rozglądałam się za warsztatem, a tu tylko apartamenty i apartamenty, (na to przyjdzie pora później, pomyślałam). Zajechałam na stację benzynową i pytam o warsztat. Skierowali mnie do warsztatu, zaraz obok, warsztatu Mercedesa. No dobra, ale tu to mi z motocyklem nie pomogą. Nie miałam za bardzo wyboru, nic innego nie było. W warsztacie pytam o pomoc. Na początku szukali w internecie warsztatu Hondy, ale najbliższy był w Splicie, ok. 120 km. Ale mi chodziło już o jakikolwiek warsztat motocyklowy. Okazało się że najbliższy był w Makarskiej, ok. 55 km. Nagle słyszę głos starszego pana:
- ja mam Bus-a, ja was wezmę, ** Euro i was zabiorę do warsztatu w Makarskiej, już tam kiedyś zabierałem jednego Włocha.
Szybki telefon do Creativki, potwierdzone, brać.

Gdy podjechaliśmy, okazało się że panowie nie mieli pochylni do zapakowania motocykla. :dizzy: Dwóch starszych panów i dwie dziewczyny, miały pakować motocykl na pakę, no nieźle. Panowie znaleźli jakąś belkę na poboczu, my zatrzymałyśmy jeszcze jednego motocyklistę, Austriaka, który pomógł mam zapakować motocykl. Uf udało się. Najwyższa pora jechać do warsztatu.
Oto belka po której był 'wciągany motocykl'. Creativka pokazuje kolesiom jak przymocować motocykl
Załącznik 24805
na tej górze jest warsztat
Załącznik 24806
Pogoda zaczęła się znowu zmieniać i zaczęło padać. W bus-ie Creativka z panami cały czas tylko sprawdzali w lusterkach czy za nimi jadę. A no jechałam, nie było wyboru, nie było to tamto, że pada, nie było czasu na pękanie. Nie dość deszcz, to jeszcze trzeba było stromą, krętą drogą pod górę podjechać. Już nie mieli gdzie tego warsztatu robić, sobie pomyślałam.
W końcu dojechałyśmy, okazało się że 5 min przed zamknięciem.

Pora wyładować sprzęt
Załącznik 24807

Właściciel, Ivica od razu się nami zajął. Klamkę zespawał, motocykl Creativki doprowadził do porządku. Gdy czekałyśmy, znowu przyszła burza i zaczęło lać. Już wiedziałyśmy że nigdzie tego dnia nie pojedziemy. Pytamy Ivica:
- czy jest tu gdzieś w okolicy jakiś apartament do wynajęcia
- u mnie możecie nocować ;)
- a ty wynajmujesz apartamenty?
- Nie, ale mam duży, pusty dom, o tu obok i możecie przenocować. ;)
- No dobrze, to ile jesteśmy ci winne za wszystko?
- Weźmiecie mnie na kolację ;)
- Nie no tak poważnie, ile za robociznę i za pokój?
- No przecież mówię, kolacja :D
Patrzymy po sobie zdziwione, zaskoczone, myślałyśmy że sobie żartuje, bo taki jajcarz trochę
- weźmiecie mnie na kolację i jesteśmy kwita :D
I tak to się właśnie skończyło. Ivica odszykował Creativki motocykl, całkiem za darmo, no dobra za kolację i dał nam jeszcze nocleg. :D

warsztat i sprzęty, mnie urzekła nazwa, jakoś tak się swojsko zrobiło
Załącznik 24808

A oto nasz gospodarz Ivica
Załącznik 24809
Oto dom Ivica w chmurach
Załącznik 24811

W ogrodzie Ivicy, poszukiwanie przestraszonych przez burzę, żółwi
Załącznik 24810

Wieczorem zabrał do miasta, pokazał przepiękne okolice i zabrał do, jednej z najtańszych, swojskich restauracji, (oczywiście rachunek pokryła Creativka, ale to był pikuś do tego co by musiała zapłacić za robociznę). :)
Ivica okazał się super kolesiem, jeździ wyczynowo enduro, uwielbia KTM-y, przejechał Dakar w 95r., 20 lat mieszkał w RPA (stąd nazwa jego firmy „Afrika Moto”), a teraz szaleje na skuterach wodnych. :)

Ashanti 23.10.2011 13:29

18 Załącznik(ów)
20-21.09.2011

Z samego rana znowu burza. Ivica sprawdza obydwa motocykle, mocowanie bagażu, daje namiary, aby dzwonić w razie jakiś kłopotów w Chorwacji. Doradza jeszcze jak ostrożnie, po mokrej, stromej, krętej drodze od niego wyjechać. :)
Kierunek Plitwickie Jeziora. Pogoda nie najlepsza, ale na szczęście na razie nie pada. Po drodze przejeżdżamy przez malownicze miasteczko Omis gdzie zatrzymujemy się aby pozwiedzać. Zaparkowałyśmy obok grupy motocyklistów z Czech. Nagle podchodzi do nas ekipa uradowanych polskich motocyklistów. Naprawdę byli pod wrażeniem, :D po chwili przyłączył się jeszcze jeden polski kierownik co z Czeską grupą podróżował. :D Opowiadali nam że idą sobie drugą stroną jezdni i nagle jeden do drugiego mówi:
- ty patrz Lejdiski na motocyklach :D
- ty, ty patrz to nasze :dizzy:, idziemy :D

No i jak już nas obstąpili to nie chcieli wypuścić. :dizzy: Zaprosili na kawę, pozwiedzali z nami, pochwalili się swoimi sprzętami i pomachali na przegnanie.:D
Spotkanie z rodakami
Załącznik 25034

wspólne zwiedzanie
Załącznik 25035
Załącznik 25036

malownicze miasteczko Omis
Załącznik 25037
Załącznik 25038
Załącznik 25039

Chłopaki chwalą się sprzętami
Załącznik 25040

Przed nami długa droga, wjeżdżamy w głąb kraju. Robi się coraz zimniej i nieprzyjemnie :cold:. Bardzo silny wiatr boczny spychał nas na drugi pas jezdni :dizzy:. Zatrzymujemy się w górach, na poboczu żeby się ubrać cieplej, bo temperatura spadła z 30 do 10 stopni :cold:. I nagle chwilowe załamanie, zwątpienie i łzy :(.
- ja już tak nie mogę jechać, to już nie jest dla mnie przyjemnością. Ja tu toczę walkę z wiatrem o życie! :cold::(:mad:
Po ochłonięciu i ukojeniu nerwów jedziemy dalej. Wiatr dalej był bardzo silny.

Zatrzymałyśmy się w opuszczonym miasteczku i obserwowałyśmy pogodę. Nie było sensu tam długo siedzieć, przecież pogoda się nie zmieni w parę minut.

opuszczona miejscowość, po drodze było parę takich - podobno po wojnie mieszkańcy opuścili te tereny, zostawiając cały dobytek i przenieśli się do Serbii
Załącznik 25041

chmury cały czas nad nami wisiały
Załącznik 25042

Załącznik 25043

Znowu zaczęło padać. Jeszcze ze dwa razy zatrzymałyśmy się przy przydrożnych zajazdach, aby się skonsultować czy się zatrzymujemy czy jedziemy dalej. Szybka decyzja, już niedaleko, jedziemy.
Dojechałyśmy w końcu całe mokre i zmarznięte do Plitvicka, zatrzymałyśmy się w pierwszym zajeździe. Nie ważne już było, że śmierdzi smarem jak na dworcu, liczyło się tylko to że jest sucho i ciepło :). Motocykle dostały miejscówkę na tarasie, pod dachem :).

motocykle na tarasie
Załącznik 25044

zmarznięte, w oczekiwaniu na ciepłą herbatę
Załącznik 25045

Przy gorącym posiłku oglądałyśmy z kelnerami wiadomości i prognozę pogody. Pocieszali nas że ma się wypogodzić. Ale niestety, rano pogoda taka sama, silny wiatr, deszcz i kiepska widoczność.

pogoda nas nie rozpieszczała

Załącznik 25046

na drodze trzeba było być widocznym

Załącznik 25047

lusterka bardzo nam się przydały - nie ma to tamto do końca trzeba utrzymać fason i być prawdziwą kobietą :D

Załącznik 25051

Niestety zrezygnowałyśmy ze zwiedzania Plitwickich Jezior, przy tej pogodzie nie było sensu, nic by nie było widać :(. Skierowałyśmy się w stronę Węgier. Gdy tylko wyjechałyśmy z Chorwacji wypogodziło się. Gdy dojechałyśmy nad Balaton, było znowu ciepło i słonecznie. :)

słoneczko nad Balatonem
Załącznik 25048

Załącznik 25049

Załącznik 25050

Następnego dnia kierujemy się już do Polski. Przejeżdżamy przez Słowację, gdzie zatrzymujemy się jeszcze na pyszne lokalne jedzenie. Wieczorkiem dojeżdżamy do Krakowa :).
W ten oto sposób skończyła się nasza super przygoda, wspaniała wyprawa. Bakcyl złapany :D, nowy sezon i będzie nowa Lejdisowa wyprawa ;) :D.
The End

yasiu71 23.10.2011 18:40

Ech dziewczyny :) Jestem pod ogromnym wrażeniem.

beniec 23.10.2011 19:06

Bardzo fajna wycieczka! Jesteście bardzo dzielne, dziewczyny.

Ashanti 23.10.2011 19:17

Dałyśmy radę i było bardzo fajnie. :D
A że każdy sobie radzi jak może, my tez sobie poradziłyśmy w trudniejszych sytuacjach. :D
A co najważniejsze nie zraziłyśmy się, a wręcz przeciwnie, nabrałyśmy chęci na dalsze podróżowanie i kontynuację przygody z motocyklem :at: :D

lena 24.10.2011 00:15

Szkoda,że nie udało Wam się zobaczyć Plitwickich , bo warto. Zrobiliśmy z Wojtkiem te trasę 2 lata temu i byliśmy bardzo zadowoleni - w przyszłym sezonie zamierzamy wrócić do Chorwacji.
Bardzo Wam obu gratuluje ambicji i odwagi :Thumbs_Up:. Czekam na relację z przyszłorocznej damskiej eskapady.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:29.

Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2025, Jelsoft Enterprises Ltd.