Tak się wtrącę....
Na poczatku tego roku podjąłem decyzje o zwiedzeniu Słowenii, a przy okazji przejazdu przez jedną z najtrudniejszych i najpiękniejszych tras w Alpach (w Triglawskim Parku), pokąpania się w ciepłym włoskim morzu, objechaniu Austrii itp.
Jako, że 99% dobrych znajomych śmiga szosówkami, miałem problem ze znalezieniem kompana, a tym bardziej, że nie jechałem do "świętego" miejsca jakim jest Nordkapp, Dubrownik, Saint Tropez, Transfogaraska itp.
Napisałem do kolegi ze studiów z którym się nie widziałem kilka lat i... miałem kumpla z którym pojechałem.
A więc - nigdy wiecej mało znanej osoby, z którą się znamy tyle co nic. Tydzień urlopu zamienił się w tydzień wysłuchiwania skarg, wstydzenia się za niego, na każdym postoju marudzenia, że drogo, długo, daleko, boli, goraco, zimno, potwornie zmęczony.... no kurw_!
Przed wyjazdem ustaliliśmy kilka zasad, ale kolega notorycznie ich niedotrzymywał.
Jedz sam - po prostu