Jestem ponownie w krainie Ojro. I wkraczam w Kanion rzeki Pivy.
100_0367.jpg
Droga też się normalizuję do dwóch wymalowanych pasów i nawet odrobiny pobocza
100_0368.jpg
Trasa pnie się po zboczu kanionu z lewej strony rzeki.
100_0369.jpg
W pewnym momencie jest mostek nad rzeką (oczywiście wypada się z tunelu).
DSC_6246.jpg
...i wjeżdża się w następny
DSC_6239.jpg
Z którego rozpościerają się super widoki na rzekę i kanion
DSC_6240.jpg
DSC_6238.jpg
Mała kryptoreklama mego brata
DSC_6245.jpg
Dalej będę jechał w tamte dziury.
DSC_6241.jpg
100_0374.jpg
Ruszam dalej w szereg tuneli (z jednego w drugi

) i dojeżdżam do tamy, która tworzy Pivskie Jezero
DSC_6247.jpg
Niestety ochroniarz mnie od razu przegania: "NO FOTO!! to nie atrakcja turystyczna, proszę odjechać".

Więc jadę, ale nie na Plużine, tylko drugą stroną jeziora.
100_0377.jpg
Wg mojej mapy papierzanej powinna być konkurencyjna dróżka z drugiej strony. No i jest, przynajmniej narazie. Znowu kręto, ciasno, tunele, widoki. No i ten TURKUS.
DSC_6248.jpg
DSC_6249.jpg
Dojeżdżam do miejscowości Mratinje. Dróżka coraz węższa i idzie zakolami do góry, mijając kolejne domy. Naginam, naginam, coraz wyżej i już czuję, że nie do końca tak miałem jechać. Zaraz to przejadę przez te góry dookoła jeziora.

Domki się skończyły, asfalt też, za to pokazał się rozjazd i dwa kierunkowskazy na jakieś okoliczne szczyty. Oj to chyba nie tędy, a już na pewno nie na szosówkach i samemu.
Nagle ktoś wychodzi zza winkla i coś do mnie woła. Młody facet podchodzi i zagaja po angielsku "co ja tu robię, gdzie jadę i czy potrzebuję pomocy?" Mówi, że usłyszał motór, sam jeździ więc wyszedł zobaczyć któż to mu pod chałupę podjeżdża.

Pytam się o możliwość przejazdu w moim kierunku i pokazuję mapę. Chłopak patrzy, myśli i zaprasza mnie do siebie, bo sam nie jest pewien. On jest Serbem z Belgradu i przyjechał tu do rodziny. Oni będą wiedzieć.

Podjeżdżam do domku ze 200m i gramolę się za Alex'em do jego chałupy. Dostaję szklankę wody, a Alex dopytuje kuzyna i starszyznę o możliwość przejazdu. Się okazuje, że ta dróżka którą chciałem jechać zapewne jest, ale pod wodą, a jak by coś takiego istniało to raczej dla kóz z pasterzem, a nie motóra, nawet enduro. No cóż trzeba będzie, jak wszyscy, główną na Plużine.
Gadam jeszcze chwilę z Alexem. W między czasie pojawia się jego narzeczona z babcią. Obie są niezmiernie zdziwione, jak na takim "zadupiu" się spotkaliśmy. Oboje przyjeżdżają tu na wczasy co roku, a ona do tego ma niedługo ważny egzamin i się uczy, a Alex chętnie by się poszwędał po okolicy z kimś na motórze.

Opowiada mi o swojej Aprilli Pegaso Trail, trasach w Serbii i MNE, zaprasza do wspólnej jazdy jak bym miał chęć i czas, daje namiar kontaktowy na siebie i się żegnamy, bo słońce już powoli opada, a ja mam jeszcze kawał drogi. Bardzo pozytywne spotkanie

, niespodziewane jak zawsze.
Zjeżdżając w dół podbijam nad samo jezioro. Widziałem tam możliwość zjazdu jak jechałem wcześniej.
DSC_6251.jpg
Jest duży, wybetonowany plac.
DSC_6254.jpg
Tak sobie łażę i oczywiście podkusiło mnie, żeby zjechać nad samą taflę jeziora. Widzę, że się da, no to ja nie pojadę?

No i pojechałem, ale nie za daleko...
DSC_6255.jpg
Dobre 20min się wypychałem z tej lepkiej, śliiiiiskiej mazi. Zasysało straszliwie.
DSC_6259.jpg
Trochu mnie wypompowało, ale przynajmniej coś się dzieje i jest adventure.

Przynajmniej wju jest fajny
DSC_6257.jpg
Na brzegu leży barka, kiedyś podobno pływała po jeziorze wożąc turystów. Teraz wrasta w nabrzeże, a szkoda, bo to mogła by być fajna opcja.
DSC_6260.jpg
Lekko zmachany wsiadam na krówkę i spadam na tamę, żeby tym razem już pojechać dobrą stroną jeziora.
100_0382.jpg
No i jadymy wzdłuż wielkiego turkusu, znowu w kierunku na Durmitor...
[MAP]http://mapy.google.pl/maps?saddr=E762&daddr=Nieznana+droga+to:43.2621556,18.8132851+to:E 762&hl=pl&ll=43.262206,18.83606&spn=0.33852,0.529404&sll=43.247829,18.823528&sspn=0.08465,0.132351&geocode=FX1ylQIdFZEfAQ%3BFdYglAIdSxAfAQ%3BFcsglAId ZREfASnRRlq-8idNEzHcTbgSwcvefA%3BFYnSkgIdWrIfAQ&vpsrc=6&mra=dpe&mrsp=2&sz=13&via=2&t=h&z=11[/MAP]
cdn...