Słowem podsumowania:
Miała być Rumunia

. Szukaliśmy wiele informacji o Urdelach w necie, tutaj na forumie, na advriderze... Po trafieniu na stronkę Pana Mazby'ego Adam sie zaczął trochę obawiać o możliwości swojego GS'a

. Wtedy wrócil pomysł kombinacji alpejskiej. Adam był raz samochodem w Austrii, ja tych gór nie znałem wcale. Czyli ja byłem tabula rasa, a Adam miał jakiś pierwszy akapit wpisany

. Kierowanie się innymi wycieczkami w tamte strony nie miało sensu, bo była ich cała masa i wszyscy piali z zachwytu jak to było zajebiście

. Z braku lepszej koncepcji pokierowaliśmy się listą najwyższych dróg w Alpach z Wikipedii. Odcinki między nimi wyznaczał Adam, bo miał GPS (Gdzie Podziałem Samochód) i widział gdzie są serpentyny. I tyle.
Lista dróg:
http://en.wikipedia.org/wiki/List_of...ds_in_the_Alps
Na prawdę ciężko mi podać top 10, ale niech będzie:
- Timmelsjoch
- Stelvio Pass (razem z wjazdem do wsi drogą z nachyleniem 40%)
- Isola 2000
- Col de la Bonette/Restefond (i bunkier
)
- http://mapy.google.pl/maps?f=d&saddr...54495&t=h&z=13
- http://mapy.google.pl/maps?f=d&saddr...30899&t=h&z=12oraz Passo di Giovo pod miejscowością San Leonardo in Passiria
- Otztal. W sumie za widoki i wysokość, oraz tunel. Rewelacji winklowych nie ma. No ale nie są potrzebne, jeśli się tam dojedzie Timmelsjochem

- Grossglockner - otwarcie naszej włajaży. Z czasem się okazało, ze reszta jest dla mnie równie piękna. Za to w większej części za darmo i o wiele, wiele puściej
.
Reszty nie ma sensu wypisywać. Ale tak na prawdę tak ciężko trafić na jakąś dziadowską drogę

. Wystarczy wybrać jakąś biegnącą w dolince, lub linią szczytów. Widoki załątwiają resztę. Asfalt w Austrii, Szwajcarii i Francji mieliśmy bez pudła. Włochy były różne.
Ja tego wypadu nie zapomnę długo. Grossglocknera w ulewie i chmurze, a drugiego dnia w pełnym słońcu... Pustego Timmelsjocha tuż po wschodzie słońca... Oblężonej Stelvio Pass... Cięcia winkli w okolicach Passo di Giovo... Widoku z 28xxm npm na Otztal... Wjechania na szczyt alpejski w Isoli 2000... 1000km na raz, z czego ze 700 w deszczu... hmmmm

.
W głowie już jest wstępny plan kolejnego wypadu w Alpy.