Przypadek z osą w roli głównej miałem w zeszłym roku. Jedziemy jednopasmówka, ja z przodu, Jagna za mną, wyprzedzamy niekończący się sznur pojazdów. Lecimy koło 100km/h, ja z otwartą szybką i tylko zaciągniętą blendą. Osa uderza w blendę dokładnie na na wysokości mojego prawego oka - fart jak nic

i wpada do kasku. Jestem pewien, że nie przeżyła, nawet nie zwalniam, otwieram szczenę, żeby wypadła, ale nagle czuje silne ukłucie w okolicach szyi. Zaczynam okładać się po niej, ale skubane osisko włazi pod zbroje i zaczyna mnie żądlić w cycka!!
Myślałem, że się wścieknę!!

Napieprzam w zbroje z całej siły, żeby dobić mentę, ale bez efektu. Z naprzeciwka sznur aut, za mną Jagna i sznur aut, po prawej rów i pole... dostrzegam w końcu dróżkę i bez namysłu zwrot w prawo i po heblach! Zrzucam z siebie zbroje, koszulkę i.... ku mojemu zdziwieniu osa na koniec odlatuje.

Nie jestem uczulony, więc po za zwiększoną ilością sutków na prawej piersi i malince na szyi wszystko gra... do czasu aż doganiam Jagnę

, która to nie zdążyła za mną zjechać na 'pole' i zatrzymała się kawałek dalej na poboczu. Strąbiona, przez wszystkie mijające ją pojazdy i wkurzona chyba bardziej niż ta osa - od razu mnie opieprza, że mogłem zaczekać z tym sikaniem do stacji



Od razu mi się humor poprawił