Zgadzam się z Elwoodem

Niestety, w ostatnich relacjach z Maroka przygody jak na lekarstwo. Jak w 2005 wjechaliśmy z Enzo, Mio i Jojną po raz pierwszy na pustynię (byłem na Afryce z 12 letnim synem) to była noc i do Merzougi mieliśmy ze 40 km. GPSa miał Mio i nie mieliśmy żadnego tracka ani wgranej mapy Maroka. Tylko waypointa z książki Chrisa Scotta. Przygody aż za dużo wtedy było!
"Odkryliśmy" wtedy Kasbę Panorama, tę co to teraz na wszystkich zdjęciach z komercyjnych imprez ją znacie. Również tych moich. Zorganizowane wyjazdy tłuką te same trasy i faktycznie śpią w tych samych miejscach.
Trochę faktycznie to nudnawe, dlatego tym chętniej czytam co pisze ex, bo to z innej perspektywy teraz...