Historia pewnego mycia...
Czyli pierwszy lajtowy off wyspowy!!!
W Anglii, jak w wielu cywilizowanych miejscach świata, nie można sobie ot tak wpaść w krzaki i porozrzucać błota za pomocą motocykla. Można zrobić to tylko tam, gdzie można, czyli na ścieżkach specjalnie do tego przeznaczonych. Ścieżkach do terenowania. Są to tak zwane grinlajny. I te właśnie były zaznaczone na mapie Banditosa, dla której skonstruowany został profesjonalny mapnik...
DSC09815.JPG
Pogoda trochę nas straszyła, chmury wisiały na horyzoncie, ale po przytaszczeniu DRaculi do Londynu nie można jej było nie użyć do celów odpowiednich. Nic to, że ogumienie odbiegało dalece od off-roadowego. Jedziemy w teren i już.
To nie był jakiś spektakularny dzień - bardziej oswajanie się DeeRki z XeRką. Początkowo dojazd asfaltem, później rozkminianie mapy... Jest ścieżka! To tu! No to lecimy po szuterkach, kamykach... Znowu asfalt. Gdzie jesteśmy? Chyba tu... No to teraz tędy i na drugiej krzyżówce w lewo, a potem zaraz w prawo powinna być kolejna ścieżka. Jest! I tak... udało nam się tą samą dróżką przejechać chyba ze trzy razy, w tym jeden w przeciwnym kierunku

Ale była wymiana sprzętów i zmiana nawigatorów

Po prostu było wesoło! A na koniec Wielka Atrakcja... Brody!
Pierwszy z nich:
A tu zabawa w drugim, nieco dłuższym.
Czysta DRaculka.
Czysta IkseRka.
W butach mokro, słońce zachodzi, dzida do domu!
P.S.
Skoro to forum afrykańskie, a ja tu na nielegalu, tylko z wyglądu czarnym motorem się przemieszczam, dodam jeszcze, że bywały i krótkie lajtowe offiki w towarzystwie Zacnej Królowej!
W końcu trochę obrazów, fajfłansewen, w końcu!