Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 12.06.2014, 20:41   #72
Evvil
 
Evvil's Avatar


Zarejestrowany: Aug 2011
Miasto: Warszawa
Posty: 1,145
Motocykl: oby złodziej kulasy połamał
Przebieg: :(
Evvil jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 1 dzień 18 godz 11 min 26 s
Domyślnie

Poranne pakowanie i rozwijamy mapę. Gdzie to cholerne jeziorko? Musi być gdzieś w pobliżu. Nieopodal pasterzy rozjazd szutrówek, pewnie tam się jakoś odnajdziemy.

Tak więc powolne pakowanie. Powolne. Generalnie chill. Słonko świeci, cieplutko, górskie powietrze. Żyć nie umierać. Rozliczamy się z pasterzami i robimy zrzutę na bimber. Ile tego kupiliśmy to nie pamietam, ale chyba z 1,5 albo 2 litry. Żeby na później było.

Z taką eskapadą jest taka kwestia, że generalnie nie patrzy się na zegarek. Przynajmniej ja nie patrzyłem. Czas odmierzało się według następującego schematu:

pora na kaca i nigdzie nie jadę
słońce nisko ale już jest dzień można jechać
pora na fajka
pora na picie
pora na jakieś żarcie
chyba zachód słońca już
pora wracać
pora do knajpy
pora w kimę

I się to generalnie sprawdza. Komórka wyłączona bo i po co ma ciągnąć baterię skoro i tak zasięgu nie ma. Włączało się ją w cywilizacji, meldunek do domu że jeszcze mnie nie wciągnęło nic i tyle.

Takie luźne na boku spostrzeżenie. Fajne uczucie - nie wiesz czy jest wtorek czy już środa. Nie wiesz która godzina. Liczy się tu i teraz. Git. Możnaby tak żyć.

Tak więc kiedy pora na kaca minęła i zaczęła się pora na jazdę ogarnęliśmy się i ruszamy w poszukiwaniu jeziorka. Felerny podjazd który atakowaliśmy dnia poprzedniego i na którym się wyłożyliśmy omijamy. Za dnia nie wyglądał na lepszy i widmo głazów w poprzek podjazdu skutecznie nas odstraszył.

Ruszyliśmy szpalerem i jedziemy mniej więcej w stronę jeziorka. Widoki piękne, szuterek wilgotny. Po to tu przyjechaliśmy.

Śluza postanowił sobie skrócić drogę i wjechał na połoniny. Wracając, opierając się na jego relacji, postanowił zjechać z powrotem na dróżkę szutrową. Niewielką skarpą. Zeskoczyć znaczy chyba chciał.

Tak czy owak został na skarpie a afryka pierdyknęła.
Śluza popraw mnie jeśli było inaczej .

Dalej droga prowadziła przez niewielki bród. Niewielki bo niewielki ale bród posiadał zjazd, podjazd i za podjazdem błotnistą kałuże. To nic że można było go ominąć przejeżdząjąc bokiem. Śluza przejechał to sobie myślę, że nie będę gorsiejszy. Upewniłem się że Śluza nagrywa tą akrobację napędziłem się dając w brodzie trochę bardziej w gaz żeby spokojnie wyjechać.

Za dużo w gaz. Na szczycie podjazdu podbiło i wpadłem w kałużę. Afryka się zatrzymała zaś ja wystrzeliłem zahaczając o szybę.
I tutaj refleksja - w szybę przyrżnąłem zbroją. Szyba na gumolcach więc zachowała się tak jak powinna - wywaliło ją z zawiasów. Ile trzeba siły żeby ją wywalić z zawiasów to można sobie spróbować.

Nie do tego zmierzam - nie żebym się specjalnie mądrzył, ale cieszy mnie niezmiernie że nad zegarami nie mam nic. A widziałem różne patenty - pałąki, wzmocnienia, stelaże pod nawigację. Uderzenie taką siłą żeby wywaliło szybę nie zrobiło mi absolutnie nic. Ale uderzenie z taką samą siłą w stelaż od nawigacji, tymbardziej że widziałem już parę razy takie stelaże złożone z rurki wyciagniętniej w kierunku jeźdźca mogłoby się skończyć po prostu tragicznie. I zbroja tutaj nie pomoże.


Do tej pory nie udało mi się nabić choćby siniaka. Same denne paciaki w których frustrowało tylko podnoszenie złoma. Tutaj miałem szanse na choćba zadrapanie ale upadłem na tyle fortunnie i bezwładnie że wszystko zostało gładko zamortyzowane przez buciaki i zbroję.

A wyglądało to mniej więcej tak:
__________________
------------------------------------------------------
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
------------------------------------------------------
Evvil jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem