9. Victoria Falls - trochę daleko
25 lipca
Zmarnowany jestem i odczuwam brak natchnienia do pisania. Zatem dzisiaj telegraficznie.
Poranne widoczki i startujemy.
P1010627.jpg
P1010630.jpg
P1010653.jpg
P1010666.jpg
Great Zimbabwe Monuments, a inaczej rzecz ujmując tzw. ''Starożytne miasto'' dla hobbystów i fanów Tony Halika może nawet być ok. Określiłbym je, jako ciekawostkę po tej stronie afrykańskiej półkuli. Archeologowie pewnie by nie mieli wiele do roboty, a dla niewielbicieli kamieni strata byłaby mała, gdyby odpuścili sobie to miejsce z listy ''must to see''. Natomiast, jeśli ktoś chciałby wyryć na kamieniu ''Tu byłem i Tony Halik też'' to proszę bardzo. Można przyjeżdżać. My właśnie do tej grupy się zaliczamy. I Tony Halik też. Największą zaletą tego miejsca jest super widok na jezioro Mutirkiwi.
P1010699.jpg
P1010703.jpg
P1010706.jpg
P1010712.jpg
P1010715.jpg
P1010721.jpg
P1010730.jpg
Zapomniałbym. Jeszcze przez eksploracją obiektu zobaczyliśmy nadciągający pojazd: dwa koła, kufry, postać w kasku, niechybnie podróżnik taki, jak my. Yoou Man! Oczywiście seria standardowych pytań i po chwili wszystko stało się jasne. To Ashley z Melbourne. Ot, tak sobie jedzie przez świat na motku. W Namibii był 7 tygodni, potem... 7 tygodni!!! Chyba się jakoś nie śpieszy. Ja żałuję tylko, że nasze drogi w tym momencie musiały się rozejść. Chętnie bym posłuchał jego historii. Nie tym razem niestety. Ale za to ma stronę
www.2wheelstravelling.com. Wrócę, poczytam sobie.
P1010697.jpg
P1010774.jpg
P1010776.jpg
Po zejściu z góry przystanęliśmy przy maszynach, żeby jeszcze raz przeliczyć trasę. Do Vic Falls grubo ponad 700 km, a w zasadzie prawie 800. Oj dużo! Chyba nie na dzisiaj. To co mnie powala w Afryce to odległości. Z punktu A, gdzie można coś zobaczyć do punktu B jest przynajmniej 500km. Codziennie trzeba pedałować, aż w pośladkach pojawia się martwica. Jakoś na luzie pewnie pojedziemy i najwyżej jutro pojawimy się na wodospadach.
Oczywiście wokół nas zrobiło się małe zbiegowisko. Czasami jest to męczące, zwłaszcza jak mam inną robotę na głowie. Tym razem było nawet śmiesznie. Szczególnie jak wszyscy chcieli robić sobie z nami zdjęcia. Muszę przyznać, że póki co naród Zimbabwe jest mega przyjazny motocyklistom.
P1010747.jpg
P1010754.jpg
P1010779.jpg
W Bulawayo zrobiliśmy kolejny pit stop. Ja oddałem się obserwacji życia ulicznego z mojej wartowni (a może warowni?) przy motocyklach. Ziggy zaczął organizować ubezpieczenie na motki obejmujące wszystkie kraje, przez które będziemy jechali w Afri. Z Egiptem włącznie. Wykupienie tzw. ''Żółtej karty'' za 20 USD (jak nasza zielona) powoduje, że nie trzeba będzie płacić za ubezpieczenie na każdej granicy. Wąż się cieszy! Ten w kieszeni oczywiście. Załóżmy, że przekraczamy 10 granic. Wszędzie po 20 USD i robi się niezła kwota. Operacja zajęła nam jakieś 2 godziny i była już 15.00, a do Vic Falls jeszcze jakieś 500km. No nic, jakoś będziemy się przemieszczali i za godzinę, czy dwie zdecydujemy o noclegu.
P1010785.jpg
P1010788.jpg
P1010791.jpg
P1010793.jpg
P1010800.jpg
P1010803.jpg
P1010807.jpg
P1010812.jpg
P1010836.jpg
P1010844.jpg
P1010847.jpg
P1010848.jpg
P1010854.jpg
Tak sobie jechaliśmy i jechaliśmy, aż zatrzymaliśmy się w Vic Falls właśnie. Była już 20 i ciemno. Dupa odpada, ale jesteśmy. Afrykańska głupota po raz drugi! 100km jazdy w ciemnościach. Poniosła mnie wizja postawienia nogi w Vic Falls jeszcze dziś. A może raczej, żeby jutro na luzie przejść się nad wodospad. Koniec już z taką jazdą!
Aha...i za dnia jest już ciepło - 26 stopni.
Najechane prawie 800km!
Masvingo - Great Zimbabwe Monument - Victoria Falls