Odcinek 11, czyli czas kończyć relację
Następnego dnia postanawiamy ciut odpocząć od atrakcji, poszwędac się po mieście (czyli Arequipie), a wieczorem wsiąść do autobusu zmierzającego na północ.
Bo jakby nie patrzeć, czas na urlop powoli się kończy…
Łazimy po mercado, czyli rynku:
nadal nieznane jest nam kilka rodzajów owoców:
i chyba nie spróbowaliśmy jeszcze wszystkich odmian pyr:
to też moglibyśmy jeść w dowolnych ilościach:
w knajpie próbujemy w końcu chichy (wym. czicza), czyli przefermentowanego (czyli alkoholowego

wywaru z kukurydzy. Tu akurat chicha morada:
całkiem to smaczne i orzeźwiające.
Łazimy po Arequipie:
podziwiamy taksówki:
oraz lokalny korowód (mamy luty = karnawał)
Chłopaki znajdują w sklepie żelaznym idealną pamiątkę z Peru – maczetę. Ciekawe, co na to służby lotniskowe
Kupujemy w biurze podróży bilety do miasta Ica, jedyne 700 km.
Autobus nocny, sypialny, piętrowy, polecany przez wszystkich globtrotterów.
Górny pokład droższy, ale panie sprzedające zaklinają się, że niczym się nie różni. Siedzenia rozkładają się jak łóżka, kolacja i śniadanie w cenie.
Trzeba próbować
Oczywiście na miejscu okazuje się, że owszem, siedzenia rozkładają się w pełni, ale tylko na górnym, droższym pokładzie… po raz n-ty zostaliśmy zatem zrobieni w Peru w przysłowiowe bambuko…
Jednak na komfort nie można narzekać
Krótka Jagna mieści się w całości, długi Raf wystaje
Siódma rano wysiadamy w Ice, i łapiemy taxi do dzielnicy Huacachinero.
Takiej ładnej:
Na koniec peruwiańskich wojaży postanawiamy zaszaleć i po burżujsku rezerwujemy hotel. Prawdziwy hotel, nie hostel
Taksówkarz oczywiście usiłuje polecić nam inny hotel , gdzie podobno jest „najlepsze disco w mieście”.
Na naszą odpowiedź, że niezbyt przepadamy za disco, natychmiast stwierdza:
„Nie szkodzi, i tak nie działa”.
Niesamowita elastyczność względem klienta
Nasz hotel niczego sobie:
Nie wiemy jak, ale Krzychu nawet tu zdołał jakoś wytargować rabat cenowy

ponieważ jest wcześnie nie ma jeszcze wolnych pokoi i czekamy sobie przy basenie.
Tuż za płotem „malutka” wydma:
jakieś nieznane ptaszki:
a tu koliber:
Chłopaki idą na wydmę, ja przysypiam na leżaku:
Nagle budzi mnie recepcjonistka:
„Seniora, nie chciałaby Pani przejechać się na wydmy? Za darmo?”
Za darmo? W Peru nie ma takiego określenia!
„Jak to za darmo?”
„Mamy tu ekipę filmową i potrzebują białych statystów”
No to się wyjaśniło
i tak to zaliczyliśmy główną atrakcję Iki, czyli przejazdy buggy przez wydmy.
Klatka dookoła, pasy 3-punktowe…
Nie wiem, czy tak jest zawsze, czy kierowca bardziej się starał na potrzeby filmu, ale…
wołami mnie nie zaciągną do tego więcej
Buggie latało , fruwało w powietrzu, skakało po wydmach…
a później kolejna atrakcja czyli sandboarding
Krzychowi pozwolono zjechać na brzuchu:
Po tym wszystkim musieliśmy pójść na piwo:
oraz wieczorną lampkę wina:
Rano jeszcze ciut byczenia się w słońcu:
po czym 6 godzin w autobusie (tym razem dziennym) do Limy.
Na lotnisku mały zonk, bo mamy (promocja w końcu) kupione bilety do Brukseli, a lecimy tylko do Madrytu.
Panienka z okienka upiera się jednak, że nie może nadać bagażu do Madrytu, bo jej „system nie pozwoli”.
Tłumaczymy, gadamy, prosimy – na nic.
Mamy w Madrycie 2 h, może uda nam się odzyskać bagaże
11 h w samolocie do Madrytu, poszukiwanie okienka Iberii, gdzie anulowali nam bilety do Brukseli i powiedzieli, gdzie odebrać bagaż. Uff…
Jeszcze tylko lot do Berlina i jazda do Zielonej Góry.
A na koniec Raf i Krzychu wyrównali wszystkie rachunki za pomocą peruwiańskich maczet
PS.
Sporo w tej relacji było marudzenia na ceny i podejście do turystów.
Proszę jednak nie obierać nas jako malkontentów czy też wymagających jakiś luksusów
Po prostu zbyt często czuliśmy się jak dojne krowy, a regułą w turystyce są opisy nijak przystające do rzeczywistości.
Na jakiekolwiek uwagi odpowiada się „No co chcecie, przecież to Peru!”…
Niestety psuje to obraz kraju.
Poza tym, Peru to przepiękny kraj, gdzie znajdziecie nie tylko inkaskie zabytki, ale przede wszystkim fascynująca przyrodę – Andy, dżunglę, pustynię, Altiplano…
Polecamy!
Dziękujemy za uwagę

Jagna, Raf & Krzychu