wracamy do odcinka 4
Najedzeni w Al Hamrze jedziemy na północ z myślą o noclegu gdzieś w Wadi Bani Awf, polecanym przez wszystkich, i co najważniejsze : BEZ ASFALTU!
No, przynajmniej nie było w 2015
Początek asfaltowy, ale niczego sobie, bo serpentynami wspinamy się 1000 m w górę.
Widzimy parking PEŁEN aut. Dziwne.
Widok ładny, bo jesteśmy na przełęczy:
Ale czemu wszyscy zawracają na tym parkingu?
No tak, bo dalej droga wygląda tak:
Jeeee! W końcu kawałek porządnego offa!
Ale jakoś inne auta nie podzielają naszego entuzjazmu i nikt nie rusza naszym śladem
W końcu widzimy jakiegoś SUVa, który usiłuje nas dogonić
Wszystko pięknie, tylko zaczyna zapadać zmrok, a tu nie ma nawet 2 m2 płaskiego na namiot
No nic, jedziemy i rozglądamy się
Doganiamy jakiegoś miejscowego Pick-upa:
Gdzie tu się rozbić? A raczej: gdzie tu zjechać autem
Widzimy w oddali małą oazę i zjeżdżamy do niej. Ewidentnie wjeżdżamy komuś na podwórko…
Podwórko bardzo klimatyczne, trzeba przyznać:
Pan siedzi i zawija … koszyk chyba?
Niestety nie jesteśmy się w stanie dogadać z panem , a on raczej nie zachęca nas rozbicia się. Trudno, wracamy do góry
W końcu, widzimy kawałek płaskiego, choć ewidentnie pomagał tu spych

Nieważne, Toyota i 2 namioty się zmieszczą
Jesteśmy po prostu na poboczu drogi, ale jazda po ciemku nad przepaściami raczej nas nie bawi, a zapewne jutro będziemy dostawać skrętu szyi od widoków
Rozbijamy się, jest nawet kłoda robiąca za ławeczke
Stachu idzie na rekonesans i szybko wraca zwijając się ze śmiechu.
Okazuje się, że dosłownie 100m dalej, za górką, jest najprawdziwsze boisko i właśnie trwa na nim mecz.
Nie wiem, kto jest bardziej zdziwiony – my obecnością boiska w środku gór, czy chłopcy dziwnymi ludźmi rozbijającymi namioty przy drodze
Boisko w całej okazałości już za dnia

:
No to co, kafej?
Układamy się spać z myślą, że nikt przecież po nocy po takiej drodze jeździć nie będzie. Taaaa…
cdn.