|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#981 | |
![]() |
Oj tam, rudy czy kurdupel z całym tym po/pisem to fajni bajkoopowiadacze ale najlepsze jest, że maja rzeszę wielbicieli od tylu lat robiąc z nich totalnych idiotów i co gorsze ci totalni nie tracą wiary ,że obiecana ziemia ukarze się na horyzoncie
![]() A to o tym pisałeś Cytat:
__________________
kto smaruje ten jedzie Z pozytywów styka być 22dni po pierwszej dawce i nic nie trzeba mieć więcej. Ostatnio edytowane przez Melon : 21.04.2026 o 21:46 |
|
|
|
|
|
|
#982 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,373
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 3 dni 15 godz 59 min 16 s
|
Mesje Melą,
za wyjątkową (i pozytywną dość) aktywność w podwórkowym wątku nagrodzę Pana podwórkową historią, która zaprowadzi nas do adm. Józefa Unruga - postaci niezwyklej w swej skomplikowanej ale niezwykle ciekawej narodowej materii. A więc było tak. Znaczy zacznijmy od początku. Ostatni raz mój ojciec interweniował w szkole w mojej sprawie dokładnie w 1971 roku. A to właśnie w tej poruszonej już tu - rozwiązywania układu równań z dwiema niewiadomymi. Niestety... rok później zmieniłem miejsce zamieszkania z ul. Dąbrowskiego w Rumi, na Wincentego Gruny - Gdynia Obłuże. Dlaczego zginął Wincenty Gruna? "Weneda" strzelił pierwszy. Spudłował, choć stał w niewielkiej odległości, metra czy dwu. Był zimny marcowy wieczór. Młody mężczyzna zapukał do drzwi mieszkania Grunów na osiedlu Paged na Obłużu. - Ja do męża. Z komisariatu - powiedział, gdy Stefania Grunowa otworzyła drzwi. Poszedł do sąsiada, jeśli to coś pilnego, pójdę po męża - odpowiedziała, wkładając płaszcz. âWenedaâ szedł za nią bez słowa. Przed blokiem w ciemności "Dziewiętnastka" i âBogdanâ czekali na rozwój wypadków. - Dobry wieczór. O co chodzi?- spytał Gruna, przepuszczając żonę przodem i podchodząc do "Wenedy" . Wyrokiem Kierownictwa Walki Konspiracyjnej Armii Krajowej został pan skazany na karę śmierci! - wyrecytował szybko "Weneda" i strzelił. Ogień otworzyli także "Dziewiętnastka" i "Bogdan". Krzyk Grunowej rozdarł powietrze. Z pobliskiej jednostki wojskowej wybiegli marynarze, kilku zaniosło Grunę do mieszkania, inni rozbiegli się po okolicy, szukając zamachowców. --------------------------- Wincenty Gruna był sekretarzem koła dzielnicowego Polskiej Partii Robotniczej, Kaszubą z Lipusza, który jeszcze przed wojną przywędrował za pracą do Gdyni. Znalazł zatrudnienie w porcie. Po wojnie zaczął działać w związkach zawodowych, wstąpił do PPR. âMarzył o odnowie życia w Polsce. Chciał temu życiu nadać nowoczesną formę, rozmach, jak to robiono w Związku Radzieckim. Moim zdaniem, Wincenty Gruna był urodzonym marksistą i prześwietnym organizatorem. Na wyznaczonym mu przez Partię odcinku pracował znakomicie. (...) Marzył o tym, aby ta nasza Polska była silna, bogata i sprawiedliwa, aby już nigdy nie było w niej ludzi biednych i bezdomnych. Za taką Polskę zginął - pisał w periodyku "Litery" Stanisław Niemiec. Po śmierci został bohaterem. "Kule faszystowskiego podziemia wytrąciły z szeregów PPR wiernego syna Polski Ludowej" - tak wówczas pisano. Ulicę na Obłużu, przy której mieszkał, nazwano nazwiskiem Gruny. W roku 1981, w siedemdziesiątą piątą rocznicę jego urodzin na jednym z budynków umieszczono tablicę pamiątkową. ----------------------------- "Faszystowskie podziemie" to żołnierze z komórki WiN o kryptonimie Kadry Dywersyjne 111. Dowódcą dwóch grup wchodzących w skład KD 111 był kapitan Stanisław Kulik, pseudonim "Leszek", który na Wybrzeżu używał fałszywego nazwiska Wirski. Jan Wirski. To on wydał rozkaz likwidacji sekretarza Gruny. Rozkaz wykonali: Henryk Ernest "Bogdan", Jan Drelich "Dziewiętnastka" oraz "Weneda", którego nazwiska przez lata nie wymieniano w żadnych ubeckich dokumentach. To właśnie "Weneda" strzelił pierwszy, ale spudłował, choć stał w niewielkiej odległości, metra czy dwu... Wtedy huknęły pistolety kolegów. ----------------------------- Przyjrzyjmy się oficerowi, który wydał rozkaz. Zgodnie z regułami ówczesnej propagandy, âbandytaâ musiał być odrażający fizycznie. W przeciwieństwie do ubeka czy milicjanta. "Aparat władz Bezpieczeństwa jest ideowy i ofiarny, z poświęceniem, nie szczędząc życia, walczy o spokój i ład w krajuâ - pisał "Dziennik Bałtycki". A Kulik? "Był niski, potężnej tuszy, o przebiegłych latających oczkach i ulizanych, rzadkich jasnoblond włosach". Wśród podwładnych miał opinię zupaka, brutalnego i bezwzględnego wobec żołnierzy, a potulnego i uległego wobec przełożonych. Ponury watażka i tchórz. No i oczywiście lubił wypić. Tak charakteryzują "Leszka" Jan Babczenko i Rajmund Bolduan w wydanej w roku 1965 książce "Kryptonim KD 111". Kulik razem ze swoim zaufanym adiutantem "Cieniem" i sanitariuszką Janiną Prokop "Szarotką" przyjechał na Wybrzeże we wrześniu 1945 roku. W Orłowie, przy placu Górnośląskim otworzył sklep spożywczy, który nieźle prosperował. Babczenko i Bolduan opisują, jak stojąc za ladą, skrupulatnie odważa mąkę, i konstatują, że do tego właśnie się nadawał. Waldemar Kowalski z Muzeum II Wojny Światowej, który badał tę sprawę i sporządził obszerny biogram Kulika, ocenia, że Stanisław Kulik był żołnierzem odważnym i niezłomnym. Za kampanię 1939 roku otrzymał Krzyż Virtuti Militari, a potem, w konspiracji, dwukrotnie, w latach 1943 i 1944 - Krzyż Walecznych. Jako zawodowy podoficer walczył we Wrześniu w batalionie czołgów wchodzącym w skład Armii Prusy, a po rozbiciu jednostki w rejonie Janowa Lubelskiego skupił wokół siebie ponad 350 żołnierzy i walczył dalej. Wzięty do niewoli, po miesiącu uciekł z obozu jenieckiego w Hamburgu i powrócił na rodzinne Podlasie. Zbierał i magazynował broń, tworzył konspiracyjne grupy. W 1940 roku wstąpił do organizacji Miecz i Pług, ale wkrótce został zadenuncjowany i musiał się ukrywać. W czasie próby zatrzymania zastrzelił czterech Niemców" W 1943 roku Miecz i Pług został włączony w struktury Armii Krajowej. Kulik został ponownie zaprzysiężony i na czele stworzonego przez siebie oddziału partyzanckiego brał udział w wielu akcjach. Nie wiadomo, dlaczego w 1944 roku przeszedł do Batalionów Chłopskich. - Może został odkomenderowany? - zastanawia się Waldemar Kowalski. Mianowano go wykładowcą w obozie szkoleniowym BCh, a z czasem objął dowództwo nad własnym, 250-osobowym oddziałem, który uprawiał dywersję na zapleczu wojsk niemieckich. Po wejściu Sowietów ujawnił się i wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego. Został dowódcą kompanii w Oficerskiej Szkole Broni Pancernej w Chełmie Lubelskim. W nocy 3 marca 1945 roku, pozorując ćwiczenia, wyprowadził swoją kompanię w pełnym uzbrojeniu do lasu. Ruszył pościg. Kilku żołnierzy zostało zabitych, kilku aresztowano, ranny Kulik ukrywał się w leśniczówce, gdzie trafili na niego akowcy. Gdy tylko wyzdrowiał, został komendantem placówki WiN w gminie Rakołupy. Zorganizował oddział leśny, który przeprowadził wiele akcji ekspropriacyjnych. Ekspropriacja to wywłaszczenie w celu pozyskania funduszy na działalność konspiracyjną - podają encyklopedie. Częste były akcje ekspropriacyjne w czasie powstania styczniowego, przeprowadzały je też Organizacja Bojowa PPS, Armia Krajowa, Gwardia Ludowa, Armia Ludowa oraz Wolność i Niezawisłość. - Wie pani, jak odróżnić bandytę od partyzanta? - pyta profesor Piotr Niwiński, który także zajmował się sprawą Kulika. - Profesor Tomasz Strzembosz mawiał, że jeśli wejdzie do chałupy mężczyzna i zabierze gospodarzowi kożuch, buty, chleb oraz słoninę i zostawi pokwitowanie, to jest partyzantem. Jeśli natomiast weźmie dodatkowo damskie sukienki i pończochy - jest złodziejem... Kulik zbierał pieniądze i kupował broń. Jego żołnierze walczyli z funkcjonariuszami UB i MO. Zastrzelili także sowieckiego oficera. W książce Babczenki i Bolduana znajduję opis tego wydarzenia: Któregoś lipcowego dnia porucznik Piotr Dektarenko, oficer Armii Czerwonej, szedł polną drogą w kierunku pobliskiej stacji kolejowej. Kilkudniowy urlop, który spędził u młodej żony w Janówce, pozostawił w pamięci miłe wspomnienia. Dektarenko był dobrej myśli, wojna się przecież skończyła, wkrótce jego jednostka powróci do kraju. Zabierze ze sobą żonę i zawsze już będą razem. (...) Nagle rozległ się przeciągły gwizd i jak spod ziemi wyrosło kilkunastu mężczyzn ubranych na poły po cywilnemu, na poły po wojskowemu... Wokół Kulika robi się gorąco. Musi zniknąć z tego terenu. To rozkaz. Dokąd jechać? Ziemie odzyskane były miejscem, gdzie dość łatwo można było się ukryć. Zjeżdżali tam ludzie z całego kraju. Kresowianie i warszawiacy pokiereszowani przez wojnę i okupację, wyzuci z domów szukali tam swojego miejsca do życia. Albo możliwości ucieczki przez "zieloną granicę". Stanisław Kulik mieszka z "Szarotką" w Gdyni. Babczenko i Bolduan opisują ją zgodnie ze schematem: "Młodsza od niego o prawie dwadzieścia lat tęga wiejska dziewczyna o kruczoczarnych włosach, prostej, dość pospolitej twarzy i obfitym biuście. "Być może "Tarzan" imponował jej energią i bezwzględnością, z jaką dążył do obranego celu, albo też darzyła go miłością. Ufała mu bezgranicznie i ślepo wierzyła w jego szczęśliwą gwiazdę". -------------------------------- cdn
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#983 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,373
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 3 dni 15 godz 59 min 16 s
|
Gwiazda nie była tak szczęśliwa, ubecki pierścień zaciskał się coraz mocniej. Działalność grupy Kulika "Tarzana" - pisze Daniel Czerwiński w pracy "Pierwsza dekada. Aparat bezpieczeństwa w województwie gdańskim w latach 1945-1956" - została odnotowana w styczniu 1946 roku. A więc kilka miesięcy po przyjeździe kapitana Kulika na Wybrzeże.
Akcje ekspropriacyjne, dzięki którym zebrano kilkaset tysięcy złotych, musiały zwrócić uwagę milicji, ubeków i zapewne NKWD. Tym bardziej że zostawiano pokwitowania informujące, iż pieniądze biorą żołnierze niepodległościowego podziemia. A więc nie bandyci, ale partyzanci. Podczas napadu na sklep Polskiego Monopolu Tytoniowego ginie milicjant, inny zostaje ranny. To mobilizuje "bezpieczniaków". ------------------------------------ Podejrzane jest to, że "Weneda" strzelał do Gruny z bliskiej odległości i nie trafił. Może nie chciał trafić? Żeby sprawę jeszcze bardziej skomplikować, trzeba wspomnieć o zaufanym adiutancie Kulika - „Cieniu”. - Dziś wiemy, że "Cień" zdradził - dodaje Waldemar Kowalski, który uważa, że "Cień" przeszedł na stronę ubeków, przekabacony właśnie przez „Wenedę”. Co przemawia przeciwko „Cieniowi”? Aresztowano go razem z Kulikiem, ale udało mu się uciec z aresztu, a w dokumentach UB pojawiła się notatka: "Umożliwiono mu ucieczkę dla dobra śledztwa, by dotrzeć do innych członków KD 111". I podobnie jak "Weneda", "Cień" zniknął. ------------------------------------ Adres Stanisława Kulika bezpieka ustaliła prawdopodobnie dzięki przypadkowemu aresztowaniu łączniczki 22 marca 1946 roku - pisze Daniel Czerwiński. Waldemar Kowalski precyzuje, że była to Helena Wulf „Danuta”, którą poddano brutalnemu przesłuchaniu. Potem umieszczono ją w celi z funkcjonariuszką UB, która zdobyła jej zaufanie i przejęła gryps. To pozwoliło ubekom na ustalenie adresów i na kolejne aresztowania. Stanisława Kulika złapano w Gdyni 29 marca. W rozbiciu zgrupowania wyróżnili się porucznik Jan Wołkow, podporucznik Erazm Żmijewski oraz chorąży Jan Babczenko - w latach 60. współautor cytowanej już książki „Kryptonim KD 111”, w której nazwał Kulika „zupakiem”. Zatrzymanych przewieziono do aresztu na Kurkową do Gdańska. Przejęto gryps Henryka Ernesta „Bogdana” do żony. Pisał: "Niczego nie żałuję". Stanisław Kulik przez jednego ze strażników nawiązał kontakt z "Szarotką" i planował ucieczkę. Nie udała się, strażnik zawiadomił władze więzienne. Trzydziestego pierwszego października 1946 roku zapadły wyroki. Na karę śmierci zostali skazani: Stanisław Kulik (za nakłanianie swoich podwładnych do popełnienia gwałtownego zamachu przy użyciu broni palnej na sekretarza PPR na Obłużu Wincentego Grunę), Jan Drelich "Dziewiętnastka" (lat 27), związany z podziemiem od 1945 roku, oraz Henryk Ernest "Bogdan" (lat 21), w okresie okupacji członek Gryfa Pomorskiego, od 1942 roku w AK, od marca do września 1945 w I Brygadzie Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, dwukrotnie ranny w trakcie walk o Oksywie. Wyrok śmierci dostał też Zenon Jagła "Rom", ale prezydent KRN, Bierut zamienił go na 15 lat więzienia. Pozostali skazani zostali na kary długoletniego więzienia. Wyroki śmierci wykonano w więzieniu w Gdańsku 28 grudnia 1946 roku. Przed egzekucją Kulik zawołał: "Żegnajcie, bracia, już się więcej nie zobaczymy na tym świecie!". ------------------------------------ W sprawie Kulika ciągle jeszcze nie wszystko jest jasne. W 2011 roku, na wniosek ministra sprawiedliwości, Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu unieważnił wyrok, jednak tylko częściowo. Wątpliwości sędziów wzbudził właśnie rozkaz zastrzelenia Wincentego Gruny. Ich zdaniem, zebrany materiał nie wskazuje, że Gruna zagrażał bezpieczeństwu organizacji. Sprawa będzie jednak miała ciąg dalszy, bo o dobre imię Kulika walczy teraz także jego wnuczka. Dziś"żołnierze wyklęci" są bohaterami zbiorowej wyobraźni. Zaś Wincenty Gruna nie jest już bohaterem. Tablicę pamiątkową zdjęto. Patronem ulicy na Obłużu został admirał Józef Unrug. Ot, polskie losy. "Pokolenia żałobami czarne". Barbara Szczepula. Od autorki: Korzystałam z biogramu Stanisława Kulika sporządzonego przez Waldemara Kowalskiego z Muzeum II Wojny Światowej, z materiałów Muzeum Miasta Gdyni, z książki Jana Babczenki i Rajmunda Bolduana "Kryptonim KD 111" i Daniela Czerwińskiego "Pierwsza dekada". Kiedy "moja" ulica zyskała nowe imię, ja realizowałem się na kolejnym urlopie dziekańskim w Niemczech. Tuż przed (listopad 1990) sortowałem butelki w rozlewni Heinekena w Leerdam w bluzie z napisem (na plecach): AZS GDAŃSK. O reakcji Holendrów wspominałem już w tym wątku. A kim był admirał Józef Unrug?
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#984 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,373
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 3 dni 15 godz 59 min 16 s
|
Hel bronił się najdłużej...
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#985 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,373
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 3 dni 15 godz 59 min 16 s
|
Znaczy Kapitan...
Też wspominałem. Pierwsza, przeczytana przeze mnie książka. Nie miałem jeszcze 10 lat. Kolejne czytałem dopiero w szkole średniej i to dopiero w trzeciej klasie technikum. Autor wywarł na mnie ogromny wpływ. Nic nie miałem... Poza jedną parą, startych trampek. Takie NIC było początkiem WSZYSTKIEGO. Mojego wszystkiego. Wszystko to podszyte romantyzmem... Świat wydawał się dobry. Potem spadła na mnie Lalka. Doskonała ekranizacja z Kamasem. Musiałem "dogonić" serial i godzinami siedziałem w kolejnych częściach, pięknie oprawionych (bodaj osiem) tomach lalki Prusa. Zdążyłem. Potem już poszło z górki, z Tomkami i całą literaturą młodzieżową. W II i III klasie nadrabiałem literackie zaległości. Kilka tygodni wakacji 1980/81 po raz pierwszy nie spędziłem na podwórku. Czytałem jak opętany. Noc zastąpiła mi dzień. Wszystko stanęło na głowie. Po literaturze Pana Karola (przeczytałem wszystkie dostępne jego książki), jeszcze jedna pozycja "zmieniła moje życie". Tomek na tropach Yeti i zaraz po niej Tajemnicza wyprawa Tomka. ![]()
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#986 |
![]() |
Trampki z Wietnamu każdy chciał mieć, to był hit
__________________
kto smaruje ten jedzie Z pozytywów styka być 22dni po pierwszej dawce i nic nie trzeba mieć więcej. |
|
|
|
|
|
#987 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,373
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 3 dni 15 godz 59 min 16 s
|
Wracając do "edukacji".
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#988 |
![]() |
Jak mnie tata w pole gonił czy przy chacie robić to się nawet o kieszonkowe nie pytałem bo wiedziałem, że rodzice nie mają i swoje piniądze miałem dopiero jak za praktykę płacili , a teraz tralala...jak se pościelisz tak się wyśpisz znaczy wychowasz swoje pociechy najlepiej bezstresowo
__________________
kto smaruje ten jedzie Z pozytywów styka być 22dni po pierwszej dawce i nic nie trzeba mieć więcej. |
|
|
|
|
|
#989 |
|
Elwood
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,373
Motocykl: Wrublin
Online: 2 tygodni 3 dni 15 godz 59 min 16 s
|
Nasz problem polega na tym, że żyjemy w świecie obfitości. To znaczy mamy zbyt łatwy dostęp do erzatzu, do prostej i przyjemnej alternatywy. Alternatywy, która nas wewnętrznie i fizycznie nie rozwija.
Łatwiej "porozmawiać" z AI a już najlepiej z "asystentem", który uczy się rozpoznawać twoje potrzeby i ostatecznie mówi ci, co chcesz usłyszeć. To jest twoja nagroda. To ostatnie narzędzie "rozwija się" w ekspresowym tempie. Ono spustoszy mózgi waszym małym dzieciom (a potencjalnie moim/waszym wnukom). Wracamy z dziećmi do ich domu. Dziadek... A dasz nam jakiegoś pieniążka? Cwanie uśmiecha się Kacper. Dziadek Wojtek nam daje. Nawet stówę i słodycze! Szelmowsko się uśmiecha. - Przestań bajki opowiadać Kacper. Co najwyżej 10zł a najczęściej piątaka. Ooo... Wchodzę do "gry". To dokładnie odwrotnie niż ja! - Kacper... Na co wydaleś 100zł, które dostałeś przez Bożym Narodzeniem od dziadka Darka? Cisza. Ja ci podpowiem. Dorzuciłeś kasę rodzicom na tablet. Całe 250zł, które łącznie dostałeś od dziadka i babci. A na co miałeś...? - ... Na narzędzia, bo tak lubisz majsterkować. I co drapichruście jeden?! Kasa wywalona w błoto. Ot co! I jak teraz naprawisz rower, który ci się zepsuł...? No widzisz gagatku... A Marysia to z uśmiechem kontempluje, widzę. - A ty co...? Drugi drapichrust, wcale nie lepsza od pierwszego! Wygrałaś z dziadkiem w warcaby! Tego ci nie daruję. Będę teraz ćwiczył, by nie dać się tak sromotnie ograć! W bierki też będę ćwiczył, bo Kacper babcię ograł. W Piotrusia też przegrałem... mam was dość! W aucie rwetes. Dzieci się przekrzykują. A ja to... a ja tamto... hi,hi, cha cha cha... "...hejże hola ledwie busa nie rozwalą. Dziadek siadł w końcu stoła..." - Szykujcie się na wyjazd Lublinem ale zanim, to musimy pokolorować lakierami golfa, bo rdza wszędzie wyłazi. Póki nie ma sąsiada. Tego złego? - Tak. Babcia się go boi ale dziadek nie. Bo ty się nikogo i niczego nie boisz! - Tak jest! Marysiu... Waszym zdaniem, który dziadek jest bardziej szalony...? Pytanie starałem się zadać jak najbardziej neutralnie. Widzę, jak się Marysia spontanicznie uśmiecha. - Ty jesteś dziadek szalony... Mógłbym się zapytać: czy kocha dziadka i otrzymałbym odpowiedź z taką naturalną szczerością jak teraz. To jest moja największa nagroda. Po prostu bycie z nimi. A one za to akceptują dziadka, bez pieniążka i czekolady... I tu dochodzimy do sedna, co spróbuję podsumować w następnym poście.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|